Pierwsze co poczułam to te przeraźliwe zimno. Gdzie ja jestem ? Czy to ... jaskinia ? To by wyjaśniało dlaczego mamy na sobie kombinezony.
Rozpoczęło się odliczanie 50 sekund. Co my tu mamy ? Widzę Rona ... znajduje się niedaleko mnie.
Patrzy na mnie. Próbuję mu pokazać aby był z nami.
"Nie przeżyję bez Ciebie", próbuję wysłać mu tą myśl. Nic z tego. Po mojej lewej stronie znajduje się Kuba. Przecząco kiwnęłam głowę w stronę Rona.
20...19... 18.. 17.. Wpadłam w przerażenie ... Za 20 sekund będę walczyć o moje życie, a nie opracowałam strategii. Inni myślą jak się nas pozbyć, a ja? Przed sobą widzę złoty Róg Obfitości. Równomiernie obok niego znajdują się plecaki. Najbliżej mnie są noże oraz plecak. Spróbuję się do nich dostać.
5... 4... 3... 2... 1.... Przeraźliwy dźwięk gongu przeszył moje ciało. Najszybciej jak potrafiłam dostałam się do plecaka. Zarzuciłam go na plecy i pobiegłam do obok stojących noży. Kuba dostał się do miecza. Niesamowite jest to, z jaką precyzją oraz siłą walczy. Pokonał już z trzy osoby. A ja? Nie mogę być słaba. Najgorsza jest świadomość że zabija się osoby myślące,czyli ludzi. Próbowałam odpędzić tą myśl i szybkim ruchem rzuciłam nożem w trybuta z czwórki.
-UWAŻAJ, Z PRAWEJ ! Na te słowa szybko obróciłam się w daną stronę i rzuciłam kolejnym nożem. Mało brakowało, a było by po mnie. Muszę uważać
Kiedy rzeź przy rogu obfitości się skończyła, a reszta trybutów uciekła na zewnątrz, zaczęliśmy szukać wartościowych rzeczy. W sumie mamy dwa plecaki, a w nim: noże, śpiwory, kurtkę przeciwdeszczową, kilka sucharków i batoników, zwój drutu, kompas,jodynę (do oczyszczania wody) oraz oczywiście pustą manierkę. Ja mam noże i łuk, a Kuba miecz i oszczep.
- gdzie jest Ron ? - zapytał kiedy wychodziliśmy z jaskini
- pokłóciliśmy się...
- o co ?
- a szkoda gadać - pokazałam głową w górę mając nadzieję że Kuba zrozumie aby unikał tych tematów. Jesteśmy obserwowani przez 24 godziny. Na arenie znajduje się kilkaset ukrytych kamer.Miliony osób patrzy co robimy. Ludzie nie powinni wiedzieć co stało się pomiędzy mną, a Ronem.
-Jaki plan? - zapytałam
-jasne....
Po wyjściu na zewnątrz spotkałam typowy krajobraz jaki znajdowali trybuci na arenie- las. Ten był liściasty oraz bardzo gęsty. Wędrówka była wyjątkowo wyczerpująca. Po drodze postanowiliśmy pozbierać orzechy. Na nasze szczęście, kiedy Ron powiedział że chce mu się strasznie pić, natrafiliśmy na małe źródełko. Napełniliśmy manierki wodą i dodaliśmy szczyptę jodyny. W czasie oczyszczania wody umyliśmy się i zapolowaliśmy. Stwierdziliśmy, że pierwszą noc spędzimy tutaj.
Kolację jedliśmy w milczeniu. Może dlatego że byliśmy bardzo głodni. Małe jagnię, które upolowałam było bardzo smaczne. Oczywiście nie było to jak w Kapitolu, ale dało się znieść. Postanowiłam powiedzieć Kubie dlaczego nie ma przy nas Rona.
-w sprawie tego ...-zaczęłam
-czego ?
-no wiesz... tego...- pomachał potakująco głową- to on chyba pomyślał sobie za dużo ...Bo to tak trochę wyglądało .. no wiesz ... Ale musimy go znaleźć i wszystko wytłumaczyć ... Bo wiesz ... mi jest ...
-rozumiem o co chodzi. Nie musisz mówić.
-dzięki
Nastała cisza.
-Słyszałaś to ?- momentalnie złapałam nóż i byłam gotowa do walki. Szelest, który usłyszeliśmy nie pochodził od któregoś z zwierząt. Zdecydowanie była to jakaś postać. Postanowiłam podejść do drzewa z którego pochodził szelest
-co ty robisz ?!
-ja tylko... sprawdzam ...- podeszłam do drzewa- Ron?- wyszeptałam.











