niedziela, 24 listopada 2013

3... 2... 1... DZIEŃ 1


Pierwsze co poczułam to te przeraźliwe zimno. Gdzie ja jestem ? Czy to ... jaskinia ? To by wyjaśniało dlaczego mamy na sobie kombinezony.
Rozpoczęło się odliczanie 50 sekund. Co my tu mamy ? Widzę Rona ... znajduje się niedaleko mnie.
Patrzy na mnie. Próbuję mu pokazać aby był z nami.
"Nie przeżyję bez Ciebie", próbuję wysłać mu tą myśl. Nic z tego. Po mojej lewej stronie znajduje się Kuba. Przecząco kiwnęłam głowę w stronę Rona.
20...19... 18.. 17.. Wpadłam w przerażenie ... Za 20 sekund będę walczyć o moje życie, a nie opracowałam strategii. Inni myślą jak się nas pozbyć, a ja? Przed sobą widzę złoty Róg Obfitości. Równomiernie obok niego znajdują się plecaki. Najbliżej mnie są noże oraz plecak. Spróbuję się do nich dostać.
5... 4... 3... 2... 1.... Przeraźliwy dźwięk gongu przeszył moje ciało. Najszybciej jak potrafiłam dostałam się do plecaka. Zarzuciłam go na plecy i pobiegłam do obok stojących noży. Kuba dostał się do miecza. Niesamowite jest to, z jaką precyzją oraz siłą walczy. Pokonał już z trzy osoby. A ja? Nie mogę być słaba. Najgorsza jest świadomość że zabija się osoby myślące,czyli ludzi. Próbowałam odpędzić tą myśl i szybkim ruchem rzuciłam nożem w trybuta z czwórki.
-UWAŻAJ, Z PRAWEJ ! Na te słowa szybko obróciłam się w daną stronę i rzuciłam kolejnym nożem. Mało  brakowało, a było by po mnie. Muszę uważać
    Kiedy rzeź przy rogu obfitości się skończyła, a reszta trybutów uciekła na zewnątrz, zaczęliśmy szukać wartościowych rzeczy. W sumie mamy dwa plecaki, a w nim: noże, śpiwory, kurtkę przeciwdeszczową, kilka sucharków i batoników, zwój drutu, kompas,jodynę (do oczyszczania wody) oraz oczywiście pustą manierkę. Ja mam noże i łuk, a Kuba miecz i oszczep.
- gdzie jest Ron ? - zapytał kiedy wychodziliśmy z jaskini
- pokłóciliśmy się...
- o co ?
- a szkoda gadać - pokazałam głową w górę mając nadzieję że Kuba zrozumie aby unikał tych tematów. Jesteśmy obserwowani przez 24 godziny. Na arenie znajduje się kilkaset ukrytych kamer.Miliony osób patrzy co robimy. Ludzie nie powinni wiedzieć co stało się pomiędzy mną, a Ronem.
-Jaki plan? - zapytałam
-odejdziemy kilka kilometrów na północ od rogu. Tam zapolujemy i założymy obóz. Może być?
-jasne....
    Po wyjściu na zewnątrz spotkałam typowy krajobraz jaki znajdowali trybuci na arenie- las. Ten był liściasty oraz bardzo gęsty. Wędrówka była wyjątkowo wyczerpująca. Po drodze postanowiliśmy pozbierać orzechy. Na nasze szczęście, kiedy Ron powiedział że chce mu się strasznie pić, natrafiliśmy na małe źródełko. Napełniliśmy manierki wodą i dodaliśmy szczyptę jodyny. W czasie oczyszczania wody umyliśmy się i zapolowaliśmy. Stwierdziliśmy, że pierwszą noc spędzimy tutaj.
    Kolację jedliśmy w milczeniu. Może dlatego że byliśmy bardzo głodni. Małe jagnię, które upolowałam było bardzo smaczne. Oczywiście nie było to jak w Kapitolu, ale dało się znieść. Postanowiłam powiedzieć Kubie dlaczego nie ma przy nas Rona.
-w sprawie tego ...-zaczęłam
-czego ?
-no wiesz... tego...- pomachał potakująco głową- to on chyba pomyślał sobie za dużo ...Bo to tak trochę wyglądało .. no wiesz ... Ale musimy go znaleźć i wszystko wytłumaczyć ... Bo wiesz ... mi jest ...
-rozumiem o co chodzi. Nie musisz mówić.
-dzięki
Nastała cisza.
-Słyszałaś to ?- momentalnie złapałam nóż i byłam gotowa do walki. Szelest, który usłyszeliśmy nie pochodził od któregoś z zwierząt. Zdecydowanie była to jakaś postać. Postanowiłam podejść do drzewa z którego pochodził szelest
-co ty robisz ?!
-ja tylko... sprawdzam ...- podeszłam do drzewa- Ron?- wyszeptałam.



niedziela, 17 listopada 2013

Przed wejściem na arene.



-Uwierz mi ! Ja go tylko pocieszałam ! RON ! - próbowałam mu wszystko wyjaśnić
-Sam widziałem ! Jak on na ciebie patrzył... Czy ty tego nie rozumiesz że on się w tobie kocha?
-NO I CO ? Ja nic do niego nie czuję ! W ogóle ... Nie chcę żebyśmy na arenie mówili o tym ...
- to znaczy o czym ?
- o naszych relacjach ...
-Czyli mam zapomnieć o tym wszystkim co nas łączy ?
-Tylko na arenie ... Traktujmy siebie jako przyjaciół ...
-Ale może ja nie chcę ... Wiesz co ? Nie chce mi się o tym rozmawiać ... W ogóle ... to nie przejmuj się mną na arenie ... Nie szukaj mnie, nie myśl o mnie ... Traktuj mnie jak w dystrykcie ...
-Rooon ! Proszę cię !- nie dał mi już nic wytłumaczyć, wyszedł.
Nie wiem co robić ... Prawda jest taka... że wszystko spieprzyłam ... Dzisiaj idziemy na arenę ! CO JA ZROBIŁAM ?! Nie dam rady bez niego ... Co ja powiem Kubie ?! Jak pokażę mu na arenie, że nie będzie z nami ?
       O 8:45 zapukał do mojego pokoju mentor.
 - TY JESZCZE NIE PRZEBRANA? Za pół godziny przyleci po nas poduszkowiec !
-to nie ma sensu. Spieprzyłam wszystko...
-Co jest ?
-Ron odmówił sojuszu ze mną ...Pokłóciliśmy się ...
-A zależy Ci na nim ? - zapytał
-No raczej ... Jest dla mnie kimś więcej ...
-To pokaż mu co do niego czujesz, ale w taki sposób żeby tylko on o tym wiedział. Wiesz co mam na myśli ?- puścił mi oczko
-Masz rację... Bardzo Ci dziękuję ... za wszystko ...-przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam
-Taaak taaaak... Przytulajmy się ... ALE ZA 10 MINUT MUSIMY BYĆ NA DACHU BUDYNKU!
      Podróż poduszkowcem trwała 30 minut. Przebywało w nim 6 trybutów. Niestety, nie było nim ani Rona, ani Kuby. Po wyjściu z poduszkowca poszliśmy do małego pokoju z napisem" DYSTRYKT 8". Moje ręce jak zwykle zaczęły się trząść. Za godzinę będę na arenie. Będę walczyć o moje życie. Czy dam rade? Wszystko okaże się za chwilę.
     W pokoju zastałam mój strój. Bardzo dziwne. Zawsze była to koszulka w moro albo coś w tym stylu. Tym razem na wieszaku czekał na mnie kombinezon.
 Z wrażenia cała zaczęłam się trząść. CO JEST? GDZIE ONI NAS WYSŁALI? TEN STRÓJ NA PEWNO NIE NADAJĘ SIĘ DO WĘDRÓWKI W ŚRODKU LASU? Co będzie ze mną i z Ronem ?
    Pięć minut przed wejściem na arenę do pokoju wszedł mój stylista.
-Jak się czujesz? -zapytał
-Strasznie. Boję się co będzie na mnie czekać u góry. Jeszcze do tego ten strój... Gdzie oni nas wysłali ?!
-Nie bój się... wszystko będzie dobrze. Jesteś silna, rozumiesz ? Wygraj igrzyska z Ronem i wróć do nas. Wierzę w ciebie.
-Dziękuję
      60 sekund . Znowu ten głos. Za 60 sekund będę na arenie.
-Dziękuje za wszystko - przytuliłam mentora
-Pamiętaj, to że nie będzie mnie przy tobie, nie znaczy że Ci nie pomogę. Szukaj spadochronów.
-Dobrze.
 20 sekund.
Już czas. Czas pokazać co potrafię. Weszłam do szklanej tuby, która okazała się windą. Jedyne co widziałam to białe, oślepiające. Wszystko jasne.
Panie i panowie ! Dwunaste Głodowe Igrzyska uważam za otwarte!




sobota, 9 listopada 2013

Ostatnie dni w Ośrodku Szkoleniowym


 
    Czwartego dnia naszego pobytu w Ośrodku Szkoleniowego czas treningu był skrócony o dwie godziny z powodu naszych wywiadów. Trwał więc od godziny 11:00 do 15:00. Podczas przebywania przy stanowisku z rozpoznawaniem roślin jadalnych usłyszałam za moimi plecami męski głos.
-Chciałbym Ci podziękować- momentalnie obróciłam się i zobaczyłam jednego z zawodowców, który kłócił się broniąc dziewczyny
-za co ?
- No wiesz … za tą akcję z Jade …
-Aaa … Spoko. Polecam się na przyszłość –zaśmialiśmy się
-Jestem Kuba. A ty to ... ta zapłakana dziewczyna z 8 ?
-ta zapłakana dziewczyna ma imię ! Sabina. Chociaż i tak Ci to nic nie da … jesteś z drugiego dystryktu …
- no i ? Myślisz że będę brał sojusz z tymi debilami ? Już dawno ustaliłem z kim go wezmę ...
-z kim ? –zapytałam zaciekawiona
- z Tobą …- z wrażenia zachłysnęłam się powietrzem – no i oczywiście z twoim przyjacielem … Co ty na to ?
-Jasne !

  Wywiady minęły dobrze. Muszę przyznać że Ron w garniturze jest taki przystojny ! Kuba też nie jest niczego sobie. Ceasar podczas wywiadów wypytywał mnie o rodzinę oraz czym się specjalizuję. Próbowałam jakoś przełamać się na scenie ale nic z tego. Cała się trzęsłam, co było strasznie widać. Jednym słowem- Porażka.
     Kurs szkoleniowy miał trwać dwa tygodnie. W ciągu tych dni wiele nauczyłam się o sztuce kamuflażu. Ponadto, nauczyłam się strzelać z łuku.  Bardzo się cieszę z tego powodu, ponieważ cokolwiek znajdę w plecaku, będę umiała tym się posługiwać. Moje relacje z Ronem były coraz lepsze. Czułam się przy nim na prawdę bezpiecznie. Codziennie przychodził do mnie w nocy i opowiadaliśmy sobie różne historyjki, ale i tak po półgodzinnej pogawędce zasypialiśmy przytuleni do siebie z wycieńczenia.  To co mnie jedynie martwi to że jest strasznie zazdrosny o Kubę. A propos Kuby bardzo się z nim zaprzyjaźniłam, chociaż nie rozumiem czemu chce wziąć z nami sojusz…  Przecież nie należy do naszego dystryktu, więc nie może z nami wygrać. Wolę nie myśleć o tym teraz …
     Ostatniego dnia miał odbyć się egzamin praktyczny, gdzie prezentujemy to, czego nauczyliśmy się w ośrodku szkoleniowym. Zadecydowałam, że pokażę im to co umiem najlepiej … Czyli władanie nożami.
    Przed wejściem na salę ogarnął mnie wielki stres. Jak zawsze ręce zaczęły mi się trząść a głos był ledwie słyszalny. Siedziałam razem z moimi sojusznikami. Gdy wyczytali moje nazwisko, powoli wstałam. Weszłam do szklanej tuby, która okazała się windą. Gdy ciepły żeński głos powiedział „Poziom Zero. Niech los zawsze Ci sprzyja” moje nogi były jak z waty. Winda się otworzyła i zobaczyłam stos broni. Jeden z organizatorów poinformował mnie o odpowiednim jej wybraniu. Bez wahania wzięłam noże i miecz. Rozejrzałam się jeszcze na wszelki wypadek, jednak nic ciekawego już nie było. Podeszłam do drzwi z napisem „Sala Treningowa”. Była to sala gdzie ćwiczyliśmy przez ostatnie dwa tygodnie. Tym razem była pusta. Wszystkie narzędzia zostały przeniesione do pokoju obok. Poszłam na środek sali i zwróciłam się do organizatorów.
- Dystrykt 7 - te słowa musiałam wykrzyczeć żeby kilka ludzi z trybun zwróciło na mnie uwagę.
Od razu wzięłam noże i mocno wbiłam je w środek tarczy wskazującą głowę, pierś oraz nogi.
Kilka osób zaklaskało, inni mruknęli z podziwem. Wykonałam te manewry kilka razy. Prawie cały czas trafiałam. Cieszę się. Później do ręki wzięłam miecz i przywołałam pana z którym walczyłam. Po minucie powaliłam go na ziemię. Ten udawał że umiera, a ja cieszyłam się z udanej walki. Chciałam jeszcze z kimś powalczyć ale męski głos powiedział: „Dziękujemy panno Sabino. To było … interesujące”
Kiwnęłam głową i udałam się do wyjścia.

   Ostatnią noc w ośrodku spędziłam razem z Kubą. Ron był tak zmęczony treningiem że musiał się położyć.
Organizatorzy zabronili przebywanie innym trybutom z innego dystryktu w hotelu, więc udaliśmy się na dach ośrodka. Postanowiliśmy zrobić piknik. Oczywiście cały czas się śmialiśmy.
-Boisz się ? -zapytał
-Głupie pytanie ... no jasne że się boję.. Zdecydowanie wolałabym siedzieć teraz z moją rodziną ...-Nastała cisza- a Ty ? -zapytałam
-Będziesz się śmiać ale ... ja też ...
-Ty ? Proszę Cię ... jesteś z drugiego dystryktu ... tam wszyscy umieją walczyć
- nie o to chodzi...
- a o co ? -zapytałam ciszej
-Boję się ... boję się śmierci.. tego że stracę rodzinę ... przyjaciół
-Oj daj spokój !- odruchowo przytuliłam Kubę - Wszystko będzie dobrze
-Czy ja nie przeszkadzam ? -usłyszałam głos Rona
-Ron ... to nie tak jak myślisz ...
-Nie ... właśnie to jest to co myślę ... nie spodziewałem się tego po Tobie ...
-Ron ! Zaczekaj ! Wybacz Kuba ... spotkamy się jutro ...Cześć... RON ! ZACZEKAJ !
Okazało się że Ron jest strasznie szybki ...Przez pół godziny zastanawiałam się czy wejść do jego pokoju, czy nie ... Zdecydowałam się wejść... Okazało się że Ron już spał ... Położyłam się obok niego i tak zasnęłam.

__
www.ask.fm/sabina9741

piątek, 18 października 2013

Trening czyni mistrza.


     Przebudziłam się około 4 rano. Poczułam ciepło bijące z torsu Rona. Kiedy popatrzyłam na jego twarz, zdałam sobie sprawę że spogląda na mnie... chyba od dłuższego czasu... uśmiechnęłam się do niego, a on to  odwzajemnił pocałunkiem. Zdałam sobie sprawę, że się w nim zakochałam. No jasne... idealny moment. Boję się, że będę musieć patrzeć na jego śmierć.
-Muszę Ci coś pokazać - powiedział
-Nieee... proszę... chcę żeby ta chwila trwała wiecznie... Kocham Cię... BARDZO CIĘ KOCHAM. Chcę się tobą nacieszyć przed wyjściem na arenę. Chcę pamiętać te chwile do końca życia. Którego zostało nam już niewiele.
-No chodź ! Zobaczysz co odkryłem!
-okeeej... - wygramoliłam się z łóżka po czym znowu trafiłam w objęciach Rona. Przytulił mnie najmocniej jak potrafił i szepnął do ucha- ja też cię kocham.
Na te słowa uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam.
W piżamach weszliśmy na dach ośrodka szkoleniowego. Na moich oczach pojawił się widok uśpionego miasta.
- Łaaaał ... aż dziwne że pozwolili nam tu wejść ....
-Ciekawe ile trybutów odkryje jeszcze te miejsce...
- Masz rację. Ciekawe jak igrzyska będą wyglądać za trzydzieści, pięćdziesiąt lat ...
- spokojnie ... zobaczymy ;)
- a jeśli nie? Jeśli ktoś z naszej dwójki polegnie ?
- Słuchaj ... nic się takiego nie stanie. Wygramy. A później wrócimy do naszego dystryktu i będziemy razem. Na zawsze. No chyba że znajdę sobie jakąś piękność i ...
-eeeej !
-żartowałem ! Ty jesteś moją pięknością. Kocham Cię.-na te słowa przytuliłam go. Kiedy Ron jest blisko mnie czuję się taka bezpieczna.
-Chodź... musimy się przygotować na nasz pierwszy trening.
     Kiedy weszłam do pokoju już na mnie czekał mój mentor.
-Gdzie ty byłaś ?
-zwiedzałam.
-taaa... jasneee... "zwiedzałam" - powiedział z nutką ironii
-ehh ...
- No dobrze. O 12 odbędzie się wasz pierwszy trening. Myślałaś już może nad tym aby komuś zaproponować sojusz ?
-szczerze mówiąc nie ... Na pewno Ron... Nie wiem czy komuś innemu mogę
zaufać
- radzę Ci ich obserwować. Jeśli ktoś Ci się wyda odpowiedni, podejdź do niego.
-dobrze.
Po wyjściu Berniego z "mojego" pokoju przebrałam się w specjalny kombinezon. Na przedramieniu była przyszyta naszywka z cyfrą "8".
Równo o 12 weszliśmy na salę treningową.. O dziwo wszyscy na nas już czekali. Kiedy podeszliśmy do pozostałych trybutów, weszła kobieta która zaprezentowała nam wszystkie narzędzia z którymi możemy się zapoznać.Chciałam się nauczyć jak przetrwać na arenie, dlatego od razu  podeszłam do stoiska z rozniecaniem ognia. Tam, nauczyłam się jak za pomocą drewna i kawałka sznurka rozpalić ognisko. Trwało to może z dwie godziny. Szczerze mówiąc instruktorzy są tam bardzo mili. Z jednym rozmawiałam prawie pół godziny. Wiele mi wyjaśnił i jestem mu bardzo wdzięczna. Przed podejściem do następnego stanowiska postanowiłam trochę się rozejrzeć. Ośrodek był pod ziemią. Był jednak bardzo wysoki. Był szary. Po lewej stronie znajdowali się instruktorzy zajmujący się sztuką przetrwania. Między innymi: kamuflaż, rozpalanie ognisk, składanie namiotów, wdrapywanie się na drzewa oraz rozróżnianie roślin. Po prawej, znajdowała się broń. Oszczep, łuki i noże to tylko garstka wszystkiego. Było tam tego naprawdę dużo! Postanowiłam sprawdzić co jest tam ciekawego.. Podeszłam do noży. Były tak ostre że z łatwością wbijały się w sam środek tekturowej głowy.
    O godzinie 15 razem z Ronem udaliśmy się na Lunch. Na tacę nałożyłam sobie potrawkę z polędwicy oraz sałatkę z krewetkami. Wszystko jak zawsze pyszne. Podczas jedzenia lunchu rozmyślałam o moich rywalach. Zauważyłam jedną, dominującą grupę. Zapewne to zawodowcy czyli trybuci z pierwszego, drugiego oraz czwartego dystryktu. Oprócz nich, zauważyłam dwie osoby które wyglądają jakby płakały. Nic dziwnego.. bez Rona też bym tak wyglądała. W tym roku sporo zostało wylosowanych dwunastolatków. To straszne zabijać takie małe bezbronne istoty. Chodź nie wiem czy są takie "bezbronne" często to one są silniejsze niż nie jeden osiemnastolatek.
-.. a ty co ty o tym myślisz ... Ejjj ! słuchasz mnie ? -Usłyszałam głos Rona
- co ? Przepraszam ... zamyśliłam się... o czym mówiłeś ?
- ehh.. znowu mnie nie słuchasz . Mówiłem ... -Ron nagle przerwał bo dwoje zawodowców zaczęło się bić.
- NIE BĘDZIESZ TAK MÓWIŁ O JADE ! ROZUMIESZ ?!
-NO PRZEPRASZAM BARDZO ZE TWOJA "DZIEWCZYNA" PUSZCZA SIĘ Z KAŻDYM !
- PRZESADZASZ ! PO CO CZEKAĆ NA IGRZYSKA, ZABIJE CIE JUŻ TERAZ !
-HEEJ heeej ! Uspokójcie się !-przybiegłam do dwóch bijących się zawodowców- nie wiecie że osoby które pierwsze podpadną organizatorom umierają najszybciej ?
Momentalnie przestali się bić i odsunęli się od siebie. Jeden odchodząc burknął coś w rodzaju "Poczekam... a potem go zabiję..." Dotarło do mnie co może stać się na Igrzyskach.
________________________________________________
Aaaggaaaaa <3333
Karoollaaaaa <3333
Kocham was  ; 3

wtorek, 3 września 2013

10 ... 9 ... 8 ...







10... 9... 8...
Słyszę głos odliczający czas, lecz do końca nie umiem go zlokalizować. Jestem na arenie. Naprzeciwko mnie znajduje się złoty róg obfitości. Gdzie ja jestem? czy to las, czy dżungla ? Wiem jedno. Chłopak obok mnie już czeka aby mnie zabić.Obdarował mnie szyderczym spojrzeniem. Przeraźliwy dźwięk oznaczający początek 12 Igrzysk przeszył moje ciało. Kiedy odzyskałam czucie w nogach od razu pobiegłam w stronę wielkiego lasu. Biegnąc najszybciej jak potrafię poczułam że ktoś zadał mi cios nożem. Obróciłam się lecz nikogo nie widziałam. Tylko ich. Zobaczyłam, że Ron został powalony na ziemię. Kiedy trybut z dwójki zadał mu ostateczny cios wybuchłam histerycznym płaczem.
Zalana potem, obudziłam się z krzykiem.
Kiedy zorientowałam się że to był "tylko" sen minęło, dobrych kilka minut.Cały czas miałam przed oczami martwego Rona. Co jest? Niby dobrze, że to nie ja umarłam. Dlaczego martwię się o inną osobę? Zdałam sobie sprawę, że zaczęłam go inaczej traktować niż w dystrykcie.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Drżącym głosem wypowiedziałam "proszę". Był to Ron.
-Usłyszałem krzyk ... i pomyślałem że może przyjdę Ci potowarzyszyć ...
-chodź .. i tak już nie zasnę.
- ja też ... nie martw się- pocieszył mnie
- jak się nie mam martwić? Śniło mi się że umierasz ! zostałam sama!
- nie zostawię Cię samą !
- obiecujesz ?
- obiecuję
To się stało nagle. Poczułam na swoich wargach jego ciepłe usta. Nie wiem ile to trwało. Najgorsze jest to, że zakochałam się w tym chłopaku. Teraz, kiedy moje życie zależy od innych.
- możesz zostać? -spytałam
-jasne
Położył  się obok mnie. Już nie dręczyły mnie koszmary.

_______________________________________________________________________
 DYS IS LOF ;d
Pozdro Aga xD

poniedziałek, 2 września 2013

Parada trybutów.



   Wczesnym popołudniem usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do salonu. Poszliśmy sprawdzić kto to. Na naszych oczach pojawiły się cztery Kapitolskie kobiety. Gdy nas zobaczyły, uradowane podbiegły do nas i zaczęły nam gratulować. Niby czego? Tego, że za chwilę będziemy musieli zabijać osoby, które nam nic nie zrobiły? Zamyślona usłyszałam cienki głos jednej fioletowowłosej dziewczyny:
-przed paradą trybutów musicie wyglądać zjawiskowo. My, zajmiemy się tym -no tak, przecież dzisiaj miała być parada trybutów. Przejdziemy rydwanami po głównym placu w Kapitolu i spotkamy się z prezydentem.
-pff .. ja już wyglądam zjawiskowo - zażartował Ron. Zaśmiałam się.
-wiemy, ale będziesz wyglądał jeszcze lepiej. Wtedy zdobędziesz sponsorów -odpowiedział za kobietę nasz mentor- słuchajcie, jeśli chcecie wygrać, musicie się jak najlepiej zaprezentować. Na arenie, wielu ludzi nie ginie od miecza czy innej broni, lecz z pragnienia, wycieńczenia czy choroby. Sponsorzy, mogą wam załatwić lekarstwo, które może się okazać niezbędne do życia- nasz mentor był tak poważny, że bałam się cokolwiek powiedzieć. Pożegnałam się z Ronem i poszliśmy do swoich pokoi.
   Tam zaczęło się piekło. Myślałam, że wypięknianie mnie nic nie boli, jednak się myliłam. Gdy mnie kąpali myślałam, że zedrą ze mnie skórę. Do tego depilacja nóg i wyrywanie brwi. Myślałam, że za chwile popłacze się z bólu. Kiedy Margaret powiedziała, że to już ostatni plaster i będę gotowa, poczułam ulgę. Zebrałam się w sobie i poczułam silne pieczenie. Ustał jednak, gdy dwie Kapitolki nałożyły jakiś krem na nogi. Ubrałam bieliznę i czekałam na przyjście mojego głównego stylisty.
- za każdym razem będę wam mówił jak mi przykro -usłyszałam męski głos za swoimi plecami. Odwróciłam się. Był to chłopak, około dwudziestki. Młody jak na stylistę. Gdybym mijała go na ulicy, ale nie w Kapitolu uznałabym go za zwykłego człowieka.- nazywam się Twin i będę twoim stylistą do czasu twojego wyjścia na arenę. Pamiętaj, że przechodziłem to samo gdy miałem 12 lat. Możesz na mnie polegać.
-Jak Ci się udało przeżyć ? -zaciekawiona spytałam Twina
-W dużym stopniu pomogła mi moja droga przyjaciółka. Miała opanowane chyba wszystkie sztuki walki- kiwnęłam głową a on ciągnął dalej- dobrze, że mogą wygrać dwie osoby. Chodź słyszałem, że mają to zmienić. To dopiero 12 Igrzyska. Nie wiadomo co się stanie w 50 czy 70 …
-mam nadzieję, że w ogóle nie będzie głodowych igrzysk- burknęłam
-niestety są... i nie zanosi się na ich koniec. ale spróbuję wam pomóc. Z tego co wiem, pochodzisz z 8 dystryktu, a jak wiadomo strój musi przypominać z jakiego dystryktu pochodzisz. Czym się zajmujecie ?
-szyjemy ubrania dla strażników pokoju. Wątpię, aby nasz strój był ciekawy …
-Tylko dla nich?
-Nie, ogólnie dostajemy projekty obrań z Kapitolu i je realizujemy
-otóż to, dlatego będziesz ubrana w piękną długą sukienkę, a Ron w garnitur
-ale... czy to nie będzie wyglądało dwuznacznie? Ludzie mogą pomyśleć że … że my ...- nie chciałam dokończyć.
-o to chodzi... publiczność ma was pokochać.
Twin podał mi sukienkę i kazał się ubrać. Kiedy spojrzałam w lustro oniemiałam z zachwytu.
-dziękuję- wyszeptałam i mocno przytuliłam stylistę
-idź i zachowuj się jak dama- powiedział mój stylista po czym dodał ciszej - a poza tym, jesteś piękna- jeszcze raz przytuliłam Twina i razem poszliśmy do pokoju, gdzie znajdowali się moi rywale.
   Wokół wszystkich trybutów stały rydwany które były ciągnięte przez konie. Ale do końca nie wiem czy są prawdziwe. Nie poruszają się.
Rozejrzałam się. Gdzie jest Ron ? Nagle, usłyszałam za moimi plecami gwizd.
-fiuuu fiuuu !
-hahahaha, spadaj (;D)
-ale co ja mam poradzić że stylista się tak popisał. Zawsze myślałem że jesteś piękna ale to ? To już przegięcie.- zawsze?, pomyślałam
-hahaha, dzięki- odpowiedziałam tylko i przytuliłam Rona- ty też wyglądasz zjawiskowo.
Proszę o wejście na rydwan oznakowany cyfrą symbolizującą twój dystrykt
-chodź ! - złapał mnie mocno za rękę. Nie wiem czemu ale za każdym razem kiedy mnie dotyka czuję że drżę.
   I znów. Pierwsze co usłyszałam to ten przerażający pisk. Wszyscy machali nam i rzucali w naszą stronę kwiaty. Gdy pomachałam publiczności, ta wstała z miejsc. Wręcz osłupiałam.
  Gdy dotarliśmy na sam środek dziedzińcu, konie nagle zatrzymały się i znów przestały ruszać. Na specjalnym podeście wypełnionym białymi różami wszedł prezydent. Był ubrany w garnitur. Przywitał nas i kazał nam pilnie uczyć się w ośrodku przygotowawczym.
   Po paradzie ogarnęło mnie wielkie zmęczenie. Nawet nie wiem jak dotarłam do łóżka.

_________________________________________________________________________________
Ten rozdział dedykuję Karolinie ♥ (jaraj się bo masz pogrubione twoje imię xD)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Kolejny koszmar.



   Kiedy zorientowałam się, że jesteśmy już na właściwym poziomie, poczułam że ktoś pociągnął mnie za rękę. Był to Ron. Uśmiechnęłam się do niego i razem pobiegliśmy zwiedzać mieszkanie. Było ogromne i bardzo nowoczesne! Dwie duże sypialnie, jedna dla mnie, druga dla Rona, wielki przedpokój, jeszcze większy salon i jadalnia. Obok suto zastawionego stołu stała kelnerka. Bez zastanowienia podeszłam do niej razem z Ronem  by się przywitać. W odpowiedzi usłyszałam głuchą ciszę. TEN KAPITOL ! TEN PRZEKLĘTY KAPITOL !
-To awoksa* ! Jak oni mogli jej to zrobić ?! - powiedziawszy to zapłakana pobiegłam do sypialni.
Wskoczyłam na łóżko i zwinęłam się w mały kłębek. Ktoś zapukał do drzwi. Nie zareagowałam.
- Dla mnie to też jest szok – usłyszałam głos drugiego trybuta. Usiadłam na łóżko i mocno przytuliłam przyjaciela ( tak, jest moim przyjacielem. Jest to jedyna osoba której mogę powiedzieć wszystko, bo przechodzi to samo).
- To wszystko to jakiś straszny sen !
- Też masz wrażenie że za chwilę obudzisz się i powiesz że to tylko koszmar? Ta.. tylko koszmar... Setka nieprzespanych nocy. Strach, że wybiorą właśnie ciebie - gdy to powiedział poczułam na swojej ręce łzę. A więc ma to samo.
- Chcą nas wykończyć psychicznie. Ale my się nie damy złamać- dodałam ciszej-chcę wygrać, z tobą.**
_______________
* Awoksa- jest to osoba która nie umie mówić ponieważ Kapitol obciął jej język. 
** Tak wiem, wiem .. Teraz tłum napisze mi że na głodowych igrzyskach może wygrać tylko jedna osoba. Ale myślę, że takich opowiadań jest tu dużo. Chcę, żeby to było inne. Dlatego oświadczam, że w moich igrzyskach mogą wygrać dwie osoby z tego samego dystryktu lub jedna (jeśli druga osoba zostanie stracona na arenie 
);p

Rozdział taki super mega krótki, bo nie chciałam przerywać trybutom tej pięknej chwili ;D

piątek, 16 sierpnia 2013

Trybut.



Przed wejściem do pociągu prowadzącego do Kapitolu nie mogłam powstrzymać się od płaczu. Od razu pobiegłam do swojego przedziału i zaczęłam płakać. Nawet nie wiem ile to trwało. Nie chcę umierać, nie chcę już nigdy nie widzieć rodziców czy przyjaciół. Dlaczego akurat na mnie to trafiło? Gdy wyczytali moje nazwisko myślałam że to jeden z moich koszmarów. Uszczypnęłam się na wszelki wypadek, ale nie obudziłam się. Rozejrzałam się. Poczułam na sobie spojrzenia wszystkich obecnych na placu. Podeszli do mnie strażnicy i zaprowadzili mnie na scenę. Donna, jak zwykle wypytywała się idiotycznie jak się nazywam chociaż i tak doskonale to wiedziała. Nie, nie mogę być słaba! Muszę dać radę! Nagle wstałam i spojrzałam na siebie w lustrze. Powiedziałam na głos „To nie może być twój koniec. Musisz wygrać”. Pozbierałam się, wzięłam gorącą kąpiel i pognałam do przedziału, gdzie siedział mój mentor. Na mój widok wstał z bursztynowej kanapy i mocno mnie przytulił. Gestem dłoni wskazał abym usiadła obok niego. Nastała Cisza. Widziałam w  jego oczach że chce coś powiedzieć, ale nie umie zebrać tego w logiczny ciąg zdań. Po jego policzku popłynęła łza. Nagle wstał i wyszedł. Nie rozumiem go. Ciężko będzie się z nim dogadać, ale dam radę.
Zostałam sama. Rozejrzałam się po pokoju. Nawet nie wiedziałam ile może być miejsca w przedziale. Obok mnie, stała złota lada z przekąskami. Było tam tyle smakołyków, że musiałam poznać ich smak. W tle grała cicho muzyka. Jakiś dziwny gatunek muzyczny. Pewnie w Kapitolu nastał nowy trend. Na ścianie wisiały różne obrazy ze scen walki z Igrzysk. Przypomniałam sobie, że nie jadę na wycieczkę krajoznawczą lecz stoczyć bitwę, o moje życie.
Podróż trwała 7 godzin. Dla mnie, to już było dużo, a co mają powiedzieć trybuci z 12 dystryktu?! Zdałam sobie sprawę jakim wielkim krajem jest Panem. Szczerze mówiąc tylko 5 % społeczeństwa o tym wie. Reszta głoduje w swoim dystrykcie bez jakichkolwiek praw albo przywilejów.
Poczułam, że pociąg nagle zwolnił. Szybko podeszłam do okna i podziwiałam widoki. Ile tu budynków! Jakie one wysokie! Wszystkie były w jednym kolorze, białym, lecz jeden wyróżniał się z pośród wszystkich. Był wyższy od innych o jakieś 15 pięter. Na wschodniej ścianie był wielki portret prezydenta Snowa. Grr.. Nienawidzę go.
Jedyne co usłyszałam wychodząc z pociągu to przeraźliwy pisk. Fala „poprzebieranych ludzi” krzyczała i wiwatowała na naszą cześć. Jedna dziewczyna, w moim wieku, ubrana w różową skórę słonia podbiegła do mnie i poprosiła o autograf. Nie wiedziałam co zrobić. Uśmiechnęłam się i od niej uciekłam.
Gdy weszliśmy do Ośrodka Przygotowawczego moja głowa dała znać o swoim istnieniu. Razem z Ronem (drugi trybut z naszego Dystryktu. Rozmawiałam z nim w pociągu. Okazał się sympatycznym chłopakiem z biednej rodziny), Donną i Bernim weszliśmy do windy. Donna nacisnęła na bocznej ściance przycisk z numerem „8”. Nawet nie zauważyłam kiedy znaleźliśmy się u góry.

wtorek, 6 sierpnia 2013

PROLOG :W ciągłym strachu.



Sabina, 16 lat, 8 dystrykt … Tylko tyle Kapitol potrzebuje wiedzieć … Jeśli ktoś jest w przedziale wiekowym od 12 do 18 lat przeżywa wstrząs… Jednym słowem, piekło.
Pochodzę z 8 dystryktu …Jest jednym z mniejszych w całym Panem. Zajmujemy się produkcją wyrobów włókienniczych i odzieży. Dochody u nas są tak małe że, niektórzy obywatele, oprócz pracy w fabryce, muszą dorabiać również jako nauczyciele w szkołach. Na wschodniej części dystryktu znajduję się wielka fabryka. Moi rodzice tam pracują. Szyją ubrania dla Strażników Pokoju. W ciągu roku dostajemy od Kapitolu cztery pary ubrań. Na wiosnę, lato, jesień i zimę. Jeśli zniszczysz ubranie, trudno, drugiego nie dostaniesz. Moja rodzina nie jest najbogatsza w wiosce. Czasami zdarza nam się umierać z głodu,ale moi rodzice starają się dobrze gospodarować pieniędzmi (jeśli je dostaną). Mam jeszcze brata. Zazdroszczę mu … Właśnie skończył 19 lat … Udało mu się.
Tak jak każde dziecko boimy się głodowych igrzysk. Już tydzień przed igrzyskami słychać krzyki w nocy. Strażnicy są bezlitośni. Przychodzą do domu i każą chłostą. Ale ja jestem silna. Także miewam koszmary,ale staram się nie myśleć o tym. Zwariowałabym, a przecież o to chodzi Kapitolowi.
Tego dnia była piękna pogoda. Aż chciało by się pobiegać na łące. Taa.. jasne.. można sobie pomarzyć... Odkąd pamiętają moi rodzice w dniu dożynek nakazane jest przebywać w domu.
Równo o 11:30 należy wyjść z domu i udać się na plac Pałacu Sprawiedliwości. Przed wkroczeniem na teren placu należy ustawić się w kolejce. Strażnicy wbijają nam igłę. Pobierają nam krew czy coś tam. W ten sposób dowiadują się o naszej odporności. Zapisują ją w skali od 1 do 10 na ile jesteśmy odporni. To żałosne.
Gdy pobiorą nam już krew ustawiamy się. Najmłodsi stoją z przodu. Ja, gdzieś w środku. Pozostaje mi tylko modlić się  aby mnie nie wybrali … Chodź już sama nie wiem czy bóg istnieje...
Pałac sprawiedliwości jest to duży, biały budynek. Na potrzeby dożynek zrobili scenę aby mentora, naszą opiekunkę oraz burmistrza lepiej było widać. Co do mentora … Wygraliśmy raz … 17 lat temu … Jest to 34 letni Berni. Biedny. Pewnie wolał umrzeć na arenie. Z tego co wiem codziennie krzyczy w nocy. Jednak strażnicy mu nic nie mogą zrobić, bo wygrał. Obiło mi się też o uszy że bierze narkotyki. Faktycznie, ma podkrążone oczy i poszerzone źrenice.
Punktualnie o 12 na scenę wchodzi Donna. Jest to 20 letnia kobieta z Kapitolu. A ludzie z Kapitolu jak to z Kapitolu. Ubrania z sierści psa, kocie wąsy. W tym roku ma czarne włosy oraz czarną sukienkę z złotymi naszyjnikami. Hmm... może nastała nowa moda? Nie wiem, nie rozumiem ich.
Na początku puszczają hymn, później film o historii naszego kraju, Panem. O mrocznych dniach, traktacie o zdradzie oraz o powstaniu Kapitolu. Gdy film się skończył wkroczył burmistrz na mównicę ze swoją przemową. Jak zwykle beznadziejna. Po przemowie burmistrz czeka na oklaski. Niechętnie mu je przyznajemy. Nagle otwierają się drzwi. Dwoje asystentów z Kapitolu wnosi dwie szklane kule. W jednej znajdują się nazwiska chłopaków, a w drugiej kobiet. W naszym dystrykcie zawsze głosujemy kto ma być pierwszy. W tym roku padło na chłopaków. Donna podeszła do szklanej kuli i szybkim ruchem wyciągnęła karteczkę. Wypowiedziała nazwisko. Był to jakiś młody chłopak. Zaczął płakać. Wszedł na górę i zajął stanowisko. Donna podeszła do drugiej kuli. Tym razem długo grzebała w kuli, jakby się z nami droczyła i szybko wyjęła karteczkę. Otworzyła ją. Wstrzymałam oddech.

Trolololo ♥


Heeej ♥

No więc mam na imię Sabina xD Mam 16 lat.
Jak już przypuszczacie jestem fanem Igrzysk Śmierci. Przeczytałam całą trylogię i jestem w niej zakochana.♥ Jedna ze stron o Igrzyskach wpadła na pomysł na zrobienie internetowych igrzysk. Trzeba tam pisać opowiadania i takie inne. Napisałam jedne i mi się spodobało ;] Jeżeli wciągnie was ta historia napiszę ciąg dalszy; ) Na razie, nic nie obiecuję ; ) Pozdro meny ! ;D