piątek, 24 stycznia 2014

EPILOG


Umarłam.
Nie czuję już bólu.
Jestem z nim, a to jest najważniejsze.
Śmieje się, śmieje się do mnie. 
Kocha mnie i ja również go kocham.
Widzę ich, widzę moich poległych przyjaciół. 
Tutaj nie ma nienawiści, została wykorzystana już tam, na ziemi.
Pozostała miłość, miłość do tego.. czego nie ma tam, na dole.
Kiedy wprowadziliśmy się tutaj nie minął rok kiedy przyszedł i Kuba. Wygrał z trybutami ale nie z życiem.
Jest z nami.
Jesteśmy razem. 

_______
To już koniec : c 
Dziękuję że czytaliście moje wypociny :3
Kocham was ♡
Dziękuje Adze, Agnieszce, Julii, Agacie i Karolinie ♡
No i innym osób które nie znam a czytali mojego bloga.
Mam nadzieję że wam się podobało :)
Jeśli chcecie ze mną pogadać:
gg: 18287288
www.ask.fm/sabina9741
Zapraszam na moje pozostałe blogi ; 3
Trzymajcie się ♡




"On jest dla mnie wszystkim"

-Okej... jeszcze raz - powtarzaliśmy ten plan dziesiąty raz ale wszystko musi wyjść idealnie.- Róg obfitości został przeniesiony na polanę obok zdetonowanej jaskini. Polana jest w kształcie koła o średnicy mniej więcej 200 metrów. Idealna odległość do strzałów z łuku. Każdy na mój znak strzela do dwóch zawodowców. Ja do jedynki, Ron do trójki a Kuba do czwórki. Później udajemy się do rogu obfitości i świętujemy udaną akcję. Jakieś pytanie ? -zapytałam moich sojuszników
-Po ilu sekundach po twoim znaku strzelamy ? -zapytał Kuba. Był bardzo skoncentrowany
- Nie wiem ... Po dziesięciu ? -zapytałam
-mi pasuje - odpowiedział Ron
-Słuchajcie.. jeśli nam się uda ... Pozostanie nas pięcioro na arenie.-dodałam po chwili namysłu. Musi nam się udać. To co ? Idziemy ? - zapytałam
-tak idziemy, uważajcie które drzewo wybieracie. Musimy być bezszelestni. - usłyszałam słuszną uwagę Kuby- trzymajcie się.- podeszłam do sojuszników i przytuliłam ich na pożegnanie.
Odwróciłam się a łzy same cisły mi się do oczów. Co jeśli coś nie wypali? Odpędziłam od siebie tą myśl i skoncentrowałam się na uważnym stawianiu nóg. Po półgodzinnej wędrówce dotarłam na na skraj lasu. Starannie obejrzałam drzewo i wspięłam się najwyżej jak potrafiłam. Wyjęłam łuk i wyszukiwałam przyjaciół. O dziwo, wszyscy byli już na swoich miejscach, przyglądaliśmy się sobie. Popatrzyłam na polanę. Zawodowcy właśnie jedli kolację. "Idealny moment" Pomyślałam. Skrzyżowałam ręce i  próbowałam opuszkami palców wywołać falę tak jak skrzydła dobrze znanych mi ptaków - kosogłosów. Pomachali rękami i nałożyli strzały na cięciwę.
1 ... 2... 3... 4... 5... - w myślach odliczałam nieubłaganie mijające sekundy. Kiedy dotarłam do dziesiątki szybkim ruchem wystrzeliłam dwie strzały. "Trafiony, zatopiony" - pomyślałam. Zabiłam dwoje trybutów z jedynki. Nałożyłam kolejną strzałę i obserwowałam bieg zdarzeń. Zdezorientowani trybuci machali mieczami oraz  nożami w różne strony, lecz bezskutecznie. Zauważyłam, że polegli trybuci z czwórki. " dobra robota Kuba" - pomyślałam. Co innego działo się pozostałymi. Ci biegali w kółko i rzucali nożami w różne strony. Czyżby Ron chybił ? Wycelowałam w kobietę i powaliłam ją na kolana. Musiałam dobić ją kolejną strzałą przez co straciłam z pola widzenia ostatniego trybuta. Niestety chłopak chyba uciekł. Dlaczego go nie zabił ? Przecież był najlepszy z nas wszystkich ? Zeskoczyłam z drzewa i pobiegłam w kierunku Rona. Nie przejmując się
pognałam przez sam środek polany. Nie obchodziło mnie nic, tylko on. Ręce zaczęły mi drżeć a nogi miałam jak z waty. Nie było go na drzewie. Co jest?
-ROOOOON ! - krzyknęłam nie zważając na to gdzie jestem
-tutaj- usłyszałam jego cichy głos. Leżał na w odległości dwudziestu metrów ode mnie. Kiedy do niego pobiegłam zauważyłam wbity nóż w środek klatki piersiowej - w serce.
-Co jest ? Ron co się stało ? - rozpłakana próbowałam jakoś mu pomóc chodź doskonale wiedziałam że nie ma już dla niego ratunku.
-Trybutka z dziesiątki mnie zaatakowała ...- powiedział łamiącym się głosem. Zauważyłam że jego łzy powoli spływały po jego policzkach.
-Nic nie mów. Słuchaj Ron - próbowałam jakoś go wesprzeć w duchu
-Kocham Cię, wygraj, nie przejmuj się mną - moje łzy spadały na jego kark. Nie mogłam uwierzyć w to co mówi
-Nie mów tak. -zaczęłam piszczeć. - Ron nie opuszczaj mnie !Obiecałeś mi , obiecałeś mi że wygramy ! Że mnie nie zostawisz.
-Przepraszam -odpowiedział tylko - Kocham Cię -odpowiedział ledwo słyszalnym głosem i zamnął oczy
-Ja też Cię kocham- pocałowałam go w nieruchome już usta. Moja ręka powędrowała na niebijące już serce. Nie żyje.
-No nie wierze ! Jak w tych serialach o miłości! Hahahahahaah Normalnie, popłaczę się ! - zza drzewa ironicznym głosem odezwała się ta sama trybutka z dziesiątki - Albo nie! Może zmienimy trochę scenariusz ! Jak w Romeo i Julii ! Tak będzie zabawnie!
- Wszystko zniszczyłaś -opowiedziałam i popatrzyłam na Rona
- Chcę wygrać ! Rozumiesz ?! Chcę wrócić do domu !- Warknęła i wyciągnęła łuk Rona.- zrobię wszystko by wygrać!
Obok mnie leżał jeden z moich noży. Przez chwilę przeszło mi przez głowę aby pokrzyżować jej plany. Odpuściłam jednak. Nie przeżyłam bym dnia bez niego. Jeżeli nie jest nam dane być razem na ziemi może tam nam się uda.
-Wiesz co ? Dla mnie to on jest wszystkim. -odpowiedziałam zrezygnowana - strzelaj- Złapałam za rękę i poczułam przeszywający mnie ból.

________
To mój ostatni rozdział.  Mam nadzieję że wam się podobało. Pozostał tylko epilog. Tam podziękuję wszystkim. 
Trzymajcie się ! :3

Dzień 2 "doskonały" plan


-Ron, tak bardzo się bałam, ja nie ... ja nie chciałam żeby tak to wyszło-wyszeptałam najciszej jak potrafiłam
-Rozumiem, to ja przepraszam. Zdaję sobie sprawę gdzie jesteśmy. -przytuliłam go
-To co? Sojusz? -zapytał Kuba
-jasne - przybili sobie sztamę, ja podeszłam do nich i obdarowałam ich najszczerszym uśmiechem.
-jesteś głodny? -zapytałam
- może trochę
Reszta dnia minęła bez niespodzianek (czyli nikogo ani niczego podejrzanego nie widzieliśmy). Pierwszego dnia poległo aż 13 osób.(pod koniec dnia organizatorzy na niebie pokazują którzy trybuci polegli)  Oznacza to że na arenie pozostało 11 osób. Co o tym myślę? Szczerze mówiąc nie wiem ... najgorsze już przeszliśmy ... chodź ... cały pobyt na naszej arenie jest straszny.
Stwierdziliśmy, że noc spędzimy w małej grocie. Jako pierwsza zgłosiłam się na wartę. Nie jestem zmęczona. Nie umiałabym zasnąć z powodu ogromu wrażeń, jakie dziś doznałam. Kuba od razu zasnął, co innego z Ronem. Kręcił się w kółko. Widać było, że coś go gnębi, frustruje.
-Nie umiesz zasnąć?-zapytałam i przysunęłam się bliżej
-Nie, myślę o tym co stało się wczoraj, w ośrodku przygotowawczym oraz co jeden z zawodowców mi powiedział
- Co ?! Co Ci powiedział ?
-Kiedy zrozumiałem co zrobiłem próbowałem was odnaleść. Napotkałem na trybuta z dwójki. Naskoczył na mnie. Myślałem że mnie zabije, lecz on tylko powiedział " My wiemy, my o wszystkim wiemy, wykończymy was". Myślisz że oni coś podejrzewają ? -zapytał cichym głosem.
-nie no coś ty .. na pewno nie ... bo to my ich wykończymy. Mam plan... - powiedziałam
-Czekaj, obudzę Kubę.
-Nie... powiem wam rano, a teraz śpij- pocałowałam go w czoło, zabrałam do ręki łuk i oparłam się o pobliskie drzewo. Rozmyślałam o rozmowie Rona z trybutem. Czy on wie że się kochamy? Może nie chciał nas wykończyć fizycznie ale ... psychicznie? Nie .. na pewno nie.. jesteśmy silną drużyną.
O czwartej w nocy obudziłam Kubę aby zamienił się ze mną na warcie. Byłam zmęczona, bardzo zmęczona. On bez żadnego sprzeciwu zamienił się ze mną miejscami i ostrzył swój nóż. Od razu zasnęłam. Ledwo spróbowałam się opamiętać a słońce wisiało wysoko nad horyzontem.
-Wstała nasza księżniczka!- zażartował Kuba
-Jak noc? -zapytałam, zaspanym i zdezorientowanym głosem
-Spokojnie, pozwoliłem sobie zapolować.Wyobraź sobie że obok nas  chodził tłusty bażant. Masz, i opowiadaj nam o twoim planie - podał mi kawałek nogi bażanta i usiadł po turecku.
-Zaatakujemy ich. - powiedziałam
-Chyba żartujesz ? - odpowiedzieli chórem
-Dlaczego nie ... Słuchajcie oni myślą że są najlepsi i nikt ani nic im nie zagrozi. Pomyślą że trybuci zaatakują ich w ostatecznej fazie Igrzysk. Arena jest mała. Wcześniej czy później ktoś nas znajdzie.
- w sumie... to niezły pomysł. Ale nie możemy iść tam wszyscy razem.  Zaatakujemy ich z trzech stron tworząc trójkąt. Sabina od strony północnej, Ron od południowo-wschodniej a ja od południowo-zachodniej. Wszycy umiemy strzelać z łuku. Umówimy się kto zabije kogo i pozbędziemy się zawodowców. - powiedział Ron
-to świetny pomysł ! Zaczynamy za  trzy godziny !- odpowiedziałam i pochłonęłam kawałek mięsa zwierzęcia.
_________________________________________________
Kilka Ogłoszeń  ;)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ ;]
tekst zapożyczony od Karoliny ;p
(pamiętajcie że każdy komentarz sprawia, że chce mi się pisać kolejne rozdziały czy też nowe blogi ;* )

http://w-pogoni-za-szczesciem1.blogspot.com/ -----------> Mój drugi blog ^^
http://peetamellark12.blogspot.com/ ----------> Mój trzeci blog xD

Chciałabym podziękować wszystkim stronom które udostępniają moje rozdziały (m.in Moje serce staje w pierścieniu ognia, Igrzyska Śmierci to coś więcej niż książka. To rewolucja. no i kilka innych, dzięki wam mam już ponad 1000 wyświetleń ;])
Dziękuję też moim znajomym którzy to czytają tj, Aga, Aga, Karolina no i Agata ^^)
Przepraszam że dawno nic nie pisałam ^^
Zredagowałam wszystkie posty na tym blogu i wydają mi się bardziej ... przystępne ; 3
I piszcie jak wam się podobało WPO ♥
Kilka fotek ^^






niedziela, 24 listopada 2013

3... 2... 1... DZIEŃ 1


Pierwsze co poczułam to te przeraźliwe zimno. Gdzie ja jestem ? Czy to ... jaskinia ? To by wyjaśniało dlaczego mamy na sobie kombinezony.
Rozpoczęło się odliczanie 50 sekund. Co my tu mamy ? Widzę Rona ... znajduje się niedaleko mnie.
Patrzy na mnie. Próbuję mu pokazać aby był z nami.
"Nie przeżyję bez Ciebie", próbuję wysłać mu tą myśl. Nic z tego. Po mojej lewej stronie znajduje się Kuba. Przecząco kiwnęłam głowę w stronę Rona.
20...19... 18.. 17.. Wpadłam w przerażenie ... Za 20 sekund będę walczyć o moje życie, a nie opracowałam strategii. Inni myślą jak się nas pozbyć, a ja? Przed sobą widzę złoty Róg Obfitości. Równomiernie obok niego znajdują się plecaki. Najbliżej mnie są noże oraz plecak. Spróbuję się do nich dostać.
5... 4... 3... 2... 1.... Przeraźliwy dźwięk gongu przeszył moje ciało. Najszybciej jak potrafiłam dostałam się do plecaka. Zarzuciłam go na plecy i pobiegłam do obok stojących noży. Kuba dostał się do miecza. Niesamowite jest to, z jaką precyzją oraz siłą walczy. Pokonał już z trzy osoby. A ja? Nie mogę być słaba. Najgorsza jest świadomość że zabija się osoby myślące,czyli ludzi. Próbowałam odpędzić tą myśl i szybkim ruchem rzuciłam nożem w trybuta z czwórki.
-UWAŻAJ, Z PRAWEJ ! Na te słowa szybko obróciłam się w daną stronę i rzuciłam kolejnym nożem. Mało  brakowało, a było by po mnie. Muszę uważać
    Kiedy rzeź przy rogu obfitości się skończyła, a reszta trybutów uciekła na zewnątrz, zaczęliśmy szukać wartościowych rzeczy. W sumie mamy dwa plecaki, a w nim: noże, śpiwory, kurtkę przeciwdeszczową, kilka sucharków i batoników, zwój drutu, kompas,jodynę (do oczyszczania wody) oraz oczywiście pustą manierkę. Ja mam noże i łuk, a Kuba miecz i oszczep.
- gdzie jest Ron ? - zapytał kiedy wychodziliśmy z jaskini
- pokłóciliśmy się...
- o co ?
- a szkoda gadać - pokazałam głową w górę mając nadzieję że Kuba zrozumie aby unikał tych tematów. Jesteśmy obserwowani przez 24 godziny. Na arenie znajduje się kilkaset ukrytych kamer.Miliony osób patrzy co robimy. Ludzie nie powinni wiedzieć co stało się pomiędzy mną, a Ronem.
-Jaki plan? - zapytałam
-odejdziemy kilka kilometrów na północ od rogu. Tam zapolujemy i założymy obóz. Może być?
-jasne....
    Po wyjściu na zewnątrz spotkałam typowy krajobraz jaki znajdowali trybuci na arenie- las. Ten był liściasty oraz bardzo gęsty. Wędrówka była wyjątkowo wyczerpująca. Po drodze postanowiliśmy pozbierać orzechy. Na nasze szczęście, kiedy Ron powiedział że chce mu się strasznie pić, natrafiliśmy na małe źródełko. Napełniliśmy manierki wodą i dodaliśmy szczyptę jodyny. W czasie oczyszczania wody umyliśmy się i zapolowaliśmy. Stwierdziliśmy, że pierwszą noc spędzimy tutaj.
    Kolację jedliśmy w milczeniu. Może dlatego że byliśmy bardzo głodni. Małe jagnię, które upolowałam było bardzo smaczne. Oczywiście nie było to jak w Kapitolu, ale dało się znieść. Postanowiłam powiedzieć Kubie dlaczego nie ma przy nas Rona.
-w sprawie tego ...-zaczęłam
-czego ?
-no wiesz... tego...- pomachał potakująco głową- to on chyba pomyślał sobie za dużo ...Bo to tak trochę wyglądało .. no wiesz ... Ale musimy go znaleźć i wszystko wytłumaczyć ... Bo wiesz ... mi jest ...
-rozumiem o co chodzi. Nie musisz mówić.
-dzięki
Nastała cisza.
-Słyszałaś to ?- momentalnie złapałam nóż i byłam gotowa do walki. Szelest, który usłyszeliśmy nie pochodził od któregoś z zwierząt. Zdecydowanie była to jakaś postać. Postanowiłam podejść do drzewa z którego pochodził szelest
-co ty robisz ?!
-ja tylko... sprawdzam ...- podeszłam do drzewa- Ron?- wyszeptałam.



niedziela, 17 listopada 2013

Przed wejściem na arene.



-Uwierz mi ! Ja go tylko pocieszałam ! RON ! - próbowałam mu wszystko wyjaśnić
-Sam widziałem ! Jak on na ciebie patrzył... Czy ty tego nie rozumiesz że on się w tobie kocha?
-NO I CO ? Ja nic do niego nie czuję ! W ogóle ... Nie chcę żebyśmy na arenie mówili o tym ...
- to znaczy o czym ?
- o naszych relacjach ...
-Czyli mam zapomnieć o tym wszystkim co nas łączy ?
-Tylko na arenie ... Traktujmy siebie jako przyjaciół ...
-Ale może ja nie chcę ... Wiesz co ? Nie chce mi się o tym rozmawiać ... W ogóle ... to nie przejmuj się mną na arenie ... Nie szukaj mnie, nie myśl o mnie ... Traktuj mnie jak w dystrykcie ...
-Rooon ! Proszę cię !- nie dał mi już nic wytłumaczyć, wyszedł.
Nie wiem co robić ... Prawda jest taka... że wszystko spieprzyłam ... Dzisiaj idziemy na arenę ! CO JA ZROBIŁAM ?! Nie dam rady bez niego ... Co ja powiem Kubie ?! Jak pokażę mu na arenie, że nie będzie z nami ?
       O 8:45 zapukał do mojego pokoju mentor.
 - TY JESZCZE NIE PRZEBRANA? Za pół godziny przyleci po nas poduszkowiec !
-to nie ma sensu. Spieprzyłam wszystko...
-Co jest ?
-Ron odmówił sojuszu ze mną ...Pokłóciliśmy się ...
-A zależy Ci na nim ? - zapytał
-No raczej ... Jest dla mnie kimś więcej ...
-To pokaż mu co do niego czujesz, ale w taki sposób żeby tylko on o tym wiedział. Wiesz co mam na myśli ?- puścił mi oczko
-Masz rację... Bardzo Ci dziękuję ... za wszystko ...-przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam
-Taaak taaaak... Przytulajmy się ... ALE ZA 10 MINUT MUSIMY BYĆ NA DACHU BUDYNKU!
      Podróż poduszkowcem trwała 30 minut. Przebywało w nim 6 trybutów. Niestety, nie było nim ani Rona, ani Kuby. Po wyjściu z poduszkowca poszliśmy do małego pokoju z napisem" DYSTRYKT 8". Moje ręce jak zwykle zaczęły się trząść. Za godzinę będę na arenie. Będę walczyć o moje życie. Czy dam rade? Wszystko okaże się za chwilę.
     W pokoju zastałam mój strój. Bardzo dziwne. Zawsze była to koszulka w moro albo coś w tym stylu. Tym razem na wieszaku czekał na mnie kombinezon.
 Z wrażenia cała zaczęłam się trząść. CO JEST? GDZIE ONI NAS WYSŁALI? TEN STRÓJ NA PEWNO NIE NADAJĘ SIĘ DO WĘDRÓWKI W ŚRODKU LASU? Co będzie ze mną i z Ronem ?
    Pięć minut przed wejściem na arenę do pokoju wszedł mój stylista.
-Jak się czujesz? -zapytał
-Strasznie. Boję się co będzie na mnie czekać u góry. Jeszcze do tego ten strój... Gdzie oni nas wysłali ?!
-Nie bój się... wszystko będzie dobrze. Jesteś silna, rozumiesz ? Wygraj igrzyska z Ronem i wróć do nas. Wierzę w ciebie.
-Dziękuję
      60 sekund . Znowu ten głos. Za 60 sekund będę na arenie.
-Dziękuje za wszystko - przytuliłam mentora
-Pamiętaj, to że nie będzie mnie przy tobie, nie znaczy że Ci nie pomogę. Szukaj spadochronów.
-Dobrze.
 20 sekund.
Już czas. Czas pokazać co potrafię. Weszłam do szklanej tuby, która okazała się windą. Jedyne co widziałam to białe, oślepiające. Wszystko jasne.
Panie i panowie ! Dwunaste Głodowe Igrzyska uważam za otwarte!




sobota, 9 listopada 2013

Ostatnie dni w Ośrodku Szkoleniowym


 
    Czwartego dnia naszego pobytu w Ośrodku Szkoleniowego czas treningu był skrócony o dwie godziny z powodu naszych wywiadów. Trwał więc od godziny 11:00 do 15:00. Podczas przebywania przy stanowisku z rozpoznawaniem roślin jadalnych usłyszałam za moimi plecami męski głos.
-Chciałbym Ci podziękować- momentalnie obróciłam się i zobaczyłam jednego z zawodowców, który kłócił się broniąc dziewczyny
-za co ?
- No wiesz … za tą akcję z Jade …
-Aaa … Spoko. Polecam się na przyszłość –zaśmialiśmy się
-Jestem Kuba. A ty to ... ta zapłakana dziewczyna z 8 ?
-ta zapłakana dziewczyna ma imię ! Sabina. Chociaż i tak Ci to nic nie da … jesteś z drugiego dystryktu …
- no i ? Myślisz że będę brał sojusz z tymi debilami ? Już dawno ustaliłem z kim go wezmę ...
-z kim ? –zapytałam zaciekawiona
- z Tobą …- z wrażenia zachłysnęłam się powietrzem – no i oczywiście z twoim przyjacielem … Co ty na to ?
-Jasne !

  Wywiady minęły dobrze. Muszę przyznać że Ron w garniturze jest taki przystojny ! Kuba też nie jest niczego sobie. Ceasar podczas wywiadów wypytywał mnie o rodzinę oraz czym się specjalizuję. Próbowałam jakoś przełamać się na scenie ale nic z tego. Cała się trzęsłam, co było strasznie widać. Jednym słowem- Porażka.
     Kurs szkoleniowy miał trwać dwa tygodnie. W ciągu tych dni wiele nauczyłam się o sztuce kamuflażu. Ponadto, nauczyłam się strzelać z łuku.  Bardzo się cieszę z tego powodu, ponieważ cokolwiek znajdę w plecaku, będę umiała tym się posługiwać. Moje relacje z Ronem były coraz lepsze. Czułam się przy nim na prawdę bezpiecznie. Codziennie przychodził do mnie w nocy i opowiadaliśmy sobie różne historyjki, ale i tak po półgodzinnej pogawędce zasypialiśmy przytuleni do siebie z wycieńczenia.  To co mnie jedynie martwi to że jest strasznie zazdrosny o Kubę. A propos Kuby bardzo się z nim zaprzyjaźniłam, chociaż nie rozumiem czemu chce wziąć z nami sojusz…  Przecież nie należy do naszego dystryktu, więc nie może z nami wygrać. Wolę nie myśleć o tym teraz …
     Ostatniego dnia miał odbyć się egzamin praktyczny, gdzie prezentujemy to, czego nauczyliśmy się w ośrodku szkoleniowym. Zadecydowałam, że pokażę im to co umiem najlepiej … Czyli władanie nożami.
    Przed wejściem na salę ogarnął mnie wielki stres. Jak zawsze ręce zaczęły mi się trząść a głos był ledwie słyszalny. Siedziałam razem z moimi sojusznikami. Gdy wyczytali moje nazwisko, powoli wstałam. Weszłam do szklanej tuby, która okazała się windą. Gdy ciepły żeński głos powiedział „Poziom Zero. Niech los zawsze Ci sprzyja” moje nogi były jak z waty. Winda się otworzyła i zobaczyłam stos broni. Jeden z organizatorów poinformował mnie o odpowiednim jej wybraniu. Bez wahania wzięłam noże i miecz. Rozejrzałam się jeszcze na wszelki wypadek, jednak nic ciekawego już nie było. Podeszłam do drzwi z napisem „Sala Treningowa”. Była to sala gdzie ćwiczyliśmy przez ostatnie dwa tygodnie. Tym razem była pusta. Wszystkie narzędzia zostały przeniesione do pokoju obok. Poszłam na środek sali i zwróciłam się do organizatorów.
- Dystrykt 7 - te słowa musiałam wykrzyczeć żeby kilka ludzi z trybun zwróciło na mnie uwagę.
Od razu wzięłam noże i mocno wbiłam je w środek tarczy wskazującą głowę, pierś oraz nogi.
Kilka osób zaklaskało, inni mruknęli z podziwem. Wykonałam te manewry kilka razy. Prawie cały czas trafiałam. Cieszę się. Później do ręki wzięłam miecz i przywołałam pana z którym walczyłam. Po minucie powaliłam go na ziemię. Ten udawał że umiera, a ja cieszyłam się z udanej walki. Chciałam jeszcze z kimś powalczyć ale męski głos powiedział: „Dziękujemy panno Sabino. To było … interesujące”
Kiwnęłam głową i udałam się do wyjścia.

   Ostatnią noc w ośrodku spędziłam razem z Kubą. Ron był tak zmęczony treningiem że musiał się położyć.
Organizatorzy zabronili przebywanie innym trybutom z innego dystryktu w hotelu, więc udaliśmy się na dach ośrodka. Postanowiliśmy zrobić piknik. Oczywiście cały czas się śmialiśmy.
-Boisz się ? -zapytał
-Głupie pytanie ... no jasne że się boję.. Zdecydowanie wolałabym siedzieć teraz z moją rodziną ...-Nastała cisza- a Ty ? -zapytałam
-Będziesz się śmiać ale ... ja też ...
-Ty ? Proszę Cię ... jesteś z drugiego dystryktu ... tam wszyscy umieją walczyć
- nie o to chodzi...
- a o co ? -zapytałam ciszej
-Boję się ... boję się śmierci.. tego że stracę rodzinę ... przyjaciół
-Oj daj spokój !- odruchowo przytuliłam Kubę - Wszystko będzie dobrze
-Czy ja nie przeszkadzam ? -usłyszałam głos Rona
-Ron ... to nie tak jak myślisz ...
-Nie ... właśnie to jest to co myślę ... nie spodziewałem się tego po Tobie ...
-Ron ! Zaczekaj ! Wybacz Kuba ... spotkamy się jutro ...Cześć... RON ! ZACZEKAJ !
Okazało się że Ron jest strasznie szybki ...Przez pół godziny zastanawiałam się czy wejść do jego pokoju, czy nie ... Zdecydowałam się wejść... Okazało się że Ron już spał ... Położyłam się obok niego i tak zasnęłam.

__
www.ask.fm/sabina9741

piątek, 18 października 2013

Trening czyni mistrza.


     Przebudziłam się około 4 rano. Poczułam ciepło bijące z torsu Rona. Kiedy popatrzyłam na jego twarz, zdałam sobie sprawę że spogląda na mnie... chyba od dłuższego czasu... uśmiechnęłam się do niego, a on to  odwzajemnił pocałunkiem. Zdałam sobie sprawę, że się w nim zakochałam. No jasne... idealny moment. Boję się, że będę musieć patrzeć na jego śmierć.
-Muszę Ci coś pokazać - powiedział
-Nieee... proszę... chcę żeby ta chwila trwała wiecznie... Kocham Cię... BARDZO CIĘ KOCHAM. Chcę się tobą nacieszyć przed wyjściem na arenę. Chcę pamiętać te chwile do końca życia. Którego zostało nam już niewiele.
-No chodź ! Zobaczysz co odkryłem!
-okeeej... - wygramoliłam się z łóżka po czym znowu trafiłam w objęciach Rona. Przytulił mnie najmocniej jak potrafił i szepnął do ucha- ja też cię kocham.
Na te słowa uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam.
W piżamach weszliśmy na dach ośrodka szkoleniowego. Na moich oczach pojawił się widok uśpionego miasta.
- Łaaaał ... aż dziwne że pozwolili nam tu wejść ....
-Ciekawe ile trybutów odkryje jeszcze te miejsce...
- Masz rację. Ciekawe jak igrzyska będą wyglądać za trzydzieści, pięćdziesiąt lat ...
- spokojnie ... zobaczymy ;)
- a jeśli nie? Jeśli ktoś z naszej dwójki polegnie ?
- Słuchaj ... nic się takiego nie stanie. Wygramy. A później wrócimy do naszego dystryktu i będziemy razem. Na zawsze. No chyba że znajdę sobie jakąś piękność i ...
-eeeej !
-żartowałem ! Ty jesteś moją pięknością. Kocham Cię.-na te słowa przytuliłam go. Kiedy Ron jest blisko mnie czuję się taka bezpieczna.
-Chodź... musimy się przygotować na nasz pierwszy trening.
     Kiedy weszłam do pokoju już na mnie czekał mój mentor.
-Gdzie ty byłaś ?
-zwiedzałam.
-taaa... jasneee... "zwiedzałam" - powiedział z nutką ironii
-ehh ...
- No dobrze. O 12 odbędzie się wasz pierwszy trening. Myślałaś już może nad tym aby komuś zaproponować sojusz ?
-szczerze mówiąc nie ... Na pewno Ron... Nie wiem czy komuś innemu mogę
zaufać
- radzę Ci ich obserwować. Jeśli ktoś Ci się wyda odpowiedni, podejdź do niego.
-dobrze.
Po wyjściu Berniego z "mojego" pokoju przebrałam się w specjalny kombinezon. Na przedramieniu była przyszyta naszywka z cyfrą "8".
Równo o 12 weszliśmy na salę treningową.. O dziwo wszyscy na nas już czekali. Kiedy podeszliśmy do pozostałych trybutów, weszła kobieta która zaprezentowała nam wszystkie narzędzia z którymi możemy się zapoznać.Chciałam się nauczyć jak przetrwać na arenie, dlatego od razu  podeszłam do stoiska z rozniecaniem ognia. Tam, nauczyłam się jak za pomocą drewna i kawałka sznurka rozpalić ognisko. Trwało to może z dwie godziny. Szczerze mówiąc instruktorzy są tam bardzo mili. Z jednym rozmawiałam prawie pół godziny. Wiele mi wyjaśnił i jestem mu bardzo wdzięczna. Przed podejściem do następnego stanowiska postanowiłam trochę się rozejrzeć. Ośrodek był pod ziemią. Był jednak bardzo wysoki. Był szary. Po lewej stronie znajdowali się instruktorzy zajmujący się sztuką przetrwania. Między innymi: kamuflaż, rozpalanie ognisk, składanie namiotów, wdrapywanie się na drzewa oraz rozróżnianie roślin. Po prawej, znajdowała się broń. Oszczep, łuki i noże to tylko garstka wszystkiego. Było tam tego naprawdę dużo! Postanowiłam sprawdzić co jest tam ciekawego.. Podeszłam do noży. Były tak ostre że z łatwością wbijały się w sam środek tekturowej głowy.
    O godzinie 15 razem z Ronem udaliśmy się na Lunch. Na tacę nałożyłam sobie potrawkę z polędwicy oraz sałatkę z krewetkami. Wszystko jak zawsze pyszne. Podczas jedzenia lunchu rozmyślałam o moich rywalach. Zauważyłam jedną, dominującą grupę. Zapewne to zawodowcy czyli trybuci z pierwszego, drugiego oraz czwartego dystryktu. Oprócz nich, zauważyłam dwie osoby które wyglądają jakby płakały. Nic dziwnego.. bez Rona też bym tak wyglądała. W tym roku sporo zostało wylosowanych dwunastolatków. To straszne zabijać takie małe bezbronne istoty. Chodź nie wiem czy są takie "bezbronne" często to one są silniejsze niż nie jeden osiemnastolatek.
-.. a ty co ty o tym myślisz ... Ejjj ! słuchasz mnie ? -Usłyszałam głos Rona
- co ? Przepraszam ... zamyśliłam się... o czym mówiłeś ?
- ehh.. znowu mnie nie słuchasz . Mówiłem ... -Ron nagle przerwał bo dwoje zawodowców zaczęło się bić.
- NIE BĘDZIESZ TAK MÓWIŁ O JADE ! ROZUMIESZ ?!
-NO PRZEPRASZAM BARDZO ZE TWOJA "DZIEWCZYNA" PUSZCZA SIĘ Z KAŻDYM !
- PRZESADZASZ ! PO CO CZEKAĆ NA IGRZYSKA, ZABIJE CIE JUŻ TERAZ !
-HEEJ heeej ! Uspokójcie się !-przybiegłam do dwóch bijących się zawodowców- nie wiecie że osoby które pierwsze podpadną organizatorom umierają najszybciej ?
Momentalnie przestali się bić i odsunęli się od siebie. Jeden odchodząc burknął coś w rodzaju "Poczekam... a potem go zabiję..." Dotarło do mnie co może stać się na Igrzyskach.
________________________________________________
Aaaggaaaaa <3333
Karoollaaaaa <3333
Kocham was  ; 3