-Okej... jeszcze raz - powtarzaliśmy ten plan dziesiąty raz ale wszystko musi wyjść idealnie.- Róg obfitości został przeniesiony na polanę obok zdetonowanej jaskini. Polana jest w kształcie koła o średnicy mniej więcej 200 metrów. Idealna odległość do strzałów z łuku. Każdy na mój znak strzela do dwóch zawodowców. Ja do jedynki, Ron do trójki a Kuba do czwórki. Później udajemy się do rogu obfitości i świętujemy udaną akcję. Jakieś pytanie ? -zapytałam moich sojuszników
-Po ilu sekundach po twoim znaku strzelamy ? -zapytał Kuba. Był bardzo skoncentrowany
- Nie wiem ... Po dziesięciu ? -zapytałam
-mi pasuje - odpowiedział Ron
-Słuchajcie.. jeśli nam się uda ... Pozostanie nas pięcioro na arenie.-dodałam po chwili namysłu. Musi nam się udać. To co ? Idziemy ? - zapytałam
-tak idziemy, uważajcie które drzewo wybieracie. Musimy być bezszelestni. - usłyszałam słuszną uwagę Kuby- trzymajcie się.- podeszłam do sojuszników i przytuliłam ich na pożegnanie.
Odwróciłam się a łzy same cisły mi się do oczów. Co jeśli coś nie wypali? Odpędziłam od siebie tą myśl i skoncentrowałam się na uważnym stawianiu nóg. Po półgodzinnej wędrówce dotarłam na na skraj lasu. Starannie obejrzałam drzewo i wspięłam się najwyżej jak potrafiłam. Wyjęłam łuk i wyszukiwałam przyjaciół. O dziwo, wszyscy byli już na swoich miejscach, przyglądaliśmy się sobie. Popatrzyłam na polanę. Zawodowcy właśnie jedli kolację. "Idealny moment" Pomyślałam. Skrzyżowałam ręce i próbowałam opuszkami palców wywołać falę tak jak skrzydła dobrze znanych mi ptaków - kosogłosów. Pomachali rękami i nałożyli strzały na cięciwę.
1 ... 2... 3... 4... 5... - w myślach odliczałam nieubłaganie mijające sekundy. Kiedy dotarłam do dziesiątki szybkim ruchem wystrzeliłam dwie strzały. "Trafiony, zatopiony" - pomyślałam. Zabiłam dwoje trybutów z jedynki. Nałożyłam kolejną strzałę i obserwowałam bieg zdarzeń. Zdezorientowani trybuci machali mieczami oraz nożami w różne strony, lecz bezskutecznie. Zauważyłam, że polegli trybuci z czwórki. " dobra robota Kuba" - pomyślałam. Co innego działo się pozostałymi. Ci biegali w kółko i rzucali nożami w różne strony. Czyżby Ron chybił ? Wycelowałam w kobietę i powaliłam ją na kolana. Musiałam dobić ją kolejną strzałą przez co straciłam z pola widzenia ostatniego trybuta. Niestety chłopak chyba uciekł. Dlaczego go nie zabił ? Przecież był najlepszy z nas wszystkich ? Zeskoczyłam z drzewa i pobiegłam w kierunku Rona. Nie przejmując się pognałam przez sam środek polany. Nie obchodziło mnie nic, tylko on. Ręce zaczęły mi drżeć a nogi miałam jak z waty. Nie było go na drzewie. Co jest?
-ROOOOON ! - krzyknęłam nie zważając na to gdzie jestem
-tutaj- usłyszałam jego cichy głos. Leżał na w odległości dwudziestu metrów ode mnie. Kiedy do niego pobiegłam zauważyłam wbity nóż w środek klatki piersiowej - w serce.
-Co jest ? Ron co się stało ? - rozpłakana próbowałam jakoś mu pomóc chodź doskonale wiedziałam że nie ma już dla niego ratunku.
-Trybutka z dziesiątki mnie zaatakowała ...- powiedział łamiącym się głosem. Zauważyłam że jego łzy powoli spływały po jego policzkach.
-Nic nie mów. Słuchaj Ron - próbowałam jakoś go wesprzeć w duchu
-Kocham Cię, wygraj, nie przejmuj się mną - moje łzy spadały na jego kark. Nie mogłam uwierzyć w to co mówi
-Nie mów tak. -zaczęłam piszczeć. - Ron nie opuszczaj mnie !Obiecałeś mi , obiecałeś mi że wygramy ! Że mnie nie zostawisz.
-Przepraszam -odpowiedział tylko - Kocham Cię -odpowiedział ledwo słyszalnym głosem i zamnął oczy
-Ja też Cię kocham- pocałowałam go w nieruchome już usta. Moja ręka powędrowała na niebijące już serce. Nie żyje.
-No nie wierze ! Jak w tych serialach o miłości! Hahahahahaah Normalnie, popłaczę się ! - zza drzewa ironicznym głosem odezwała się ta sama trybutka z dziesiątki - Albo nie! Może zmienimy trochę scenariusz ! Jak w Romeo i Julii ! Tak będzie zabawnie!
- Wszystko zniszczyłaś -opowiedziałam i popatrzyłam na Rona
- Chcę wygrać ! Rozumiesz ?! Chcę wrócić do domu !- Warknęła i wyciągnęła łuk Rona.- zrobię wszystko by wygrać!
Obok mnie leżał jeden z moich noży. Przez chwilę przeszło mi przez głowę aby pokrzyżować jej plany. Odpuściłam jednak. Nie przeżyłam bym dnia bez niego. Jeżeli nie jest nam dane być razem na ziemi może tam nam się uda.
-Wiesz co ? Dla mnie to on jest wszystkim. -odpowiedziałam zrezygnowana - strzelaj- Złapałam za rękę i poczułam przeszywający mnie ból.
________
To mój ostatni rozdział. Mam nadzieję że wam się podobało. Pozostał tylko epilog. Tam podziękuję wszystkim.
Trzymajcie się ! :3