piątek, 24 stycznia 2014

EPILOG


Umarłam.
Nie czuję już bólu.
Jestem z nim, a to jest najważniejsze.
Śmieje się, śmieje się do mnie. 
Kocha mnie i ja również go kocham.
Widzę ich, widzę moich poległych przyjaciół. 
Tutaj nie ma nienawiści, została wykorzystana już tam, na ziemi.
Pozostała miłość, miłość do tego.. czego nie ma tam, na dole.
Kiedy wprowadziliśmy się tutaj nie minął rok kiedy przyszedł i Kuba. Wygrał z trybutami ale nie z życiem.
Jest z nami.
Jesteśmy razem. 

_______
To już koniec : c 
Dziękuję że czytaliście moje wypociny :3
Kocham was ♡
Dziękuje Adze, Agnieszce, Julii, Agacie i Karolinie ♡
No i innym osób które nie znam a czytali mojego bloga.
Mam nadzieję że wam się podobało :)
Jeśli chcecie ze mną pogadać:
gg: 18287288
www.ask.fm/sabina9741
Zapraszam na moje pozostałe blogi ; 3
Trzymajcie się ♡




"On jest dla mnie wszystkim"

-Okej... jeszcze raz - powtarzaliśmy ten plan dziesiąty raz ale wszystko musi wyjść idealnie.- Róg obfitości został przeniesiony na polanę obok zdetonowanej jaskini. Polana jest w kształcie koła o średnicy mniej więcej 200 metrów. Idealna odległość do strzałów z łuku. Każdy na mój znak strzela do dwóch zawodowców. Ja do jedynki, Ron do trójki a Kuba do czwórki. Później udajemy się do rogu obfitości i świętujemy udaną akcję. Jakieś pytanie ? -zapytałam moich sojuszników
-Po ilu sekundach po twoim znaku strzelamy ? -zapytał Kuba. Był bardzo skoncentrowany
- Nie wiem ... Po dziesięciu ? -zapytałam
-mi pasuje - odpowiedział Ron
-Słuchajcie.. jeśli nam się uda ... Pozostanie nas pięcioro na arenie.-dodałam po chwili namysłu. Musi nam się udać. To co ? Idziemy ? - zapytałam
-tak idziemy, uważajcie które drzewo wybieracie. Musimy być bezszelestni. - usłyszałam słuszną uwagę Kuby- trzymajcie się.- podeszłam do sojuszników i przytuliłam ich na pożegnanie.
Odwróciłam się a łzy same cisły mi się do oczów. Co jeśli coś nie wypali? Odpędziłam od siebie tą myśl i skoncentrowałam się na uważnym stawianiu nóg. Po półgodzinnej wędrówce dotarłam na na skraj lasu. Starannie obejrzałam drzewo i wspięłam się najwyżej jak potrafiłam. Wyjęłam łuk i wyszukiwałam przyjaciół. O dziwo, wszyscy byli już na swoich miejscach, przyglądaliśmy się sobie. Popatrzyłam na polanę. Zawodowcy właśnie jedli kolację. "Idealny moment" Pomyślałam. Skrzyżowałam ręce i  próbowałam opuszkami palców wywołać falę tak jak skrzydła dobrze znanych mi ptaków - kosogłosów. Pomachali rękami i nałożyli strzały na cięciwę.
1 ... 2... 3... 4... 5... - w myślach odliczałam nieubłaganie mijające sekundy. Kiedy dotarłam do dziesiątki szybkim ruchem wystrzeliłam dwie strzały. "Trafiony, zatopiony" - pomyślałam. Zabiłam dwoje trybutów z jedynki. Nałożyłam kolejną strzałę i obserwowałam bieg zdarzeń. Zdezorientowani trybuci machali mieczami oraz  nożami w różne strony, lecz bezskutecznie. Zauważyłam, że polegli trybuci z czwórki. " dobra robota Kuba" - pomyślałam. Co innego działo się pozostałymi. Ci biegali w kółko i rzucali nożami w różne strony. Czyżby Ron chybił ? Wycelowałam w kobietę i powaliłam ją na kolana. Musiałam dobić ją kolejną strzałą przez co straciłam z pola widzenia ostatniego trybuta. Niestety chłopak chyba uciekł. Dlaczego go nie zabił ? Przecież był najlepszy z nas wszystkich ? Zeskoczyłam z drzewa i pobiegłam w kierunku Rona. Nie przejmując się
pognałam przez sam środek polany. Nie obchodziło mnie nic, tylko on. Ręce zaczęły mi drżeć a nogi miałam jak z waty. Nie było go na drzewie. Co jest?
-ROOOOON ! - krzyknęłam nie zważając na to gdzie jestem
-tutaj- usłyszałam jego cichy głos. Leżał na w odległości dwudziestu metrów ode mnie. Kiedy do niego pobiegłam zauważyłam wbity nóż w środek klatki piersiowej - w serce.
-Co jest ? Ron co się stało ? - rozpłakana próbowałam jakoś mu pomóc chodź doskonale wiedziałam że nie ma już dla niego ratunku.
-Trybutka z dziesiątki mnie zaatakowała ...- powiedział łamiącym się głosem. Zauważyłam że jego łzy powoli spływały po jego policzkach.
-Nic nie mów. Słuchaj Ron - próbowałam jakoś go wesprzeć w duchu
-Kocham Cię, wygraj, nie przejmuj się mną - moje łzy spadały na jego kark. Nie mogłam uwierzyć w to co mówi
-Nie mów tak. -zaczęłam piszczeć. - Ron nie opuszczaj mnie !Obiecałeś mi , obiecałeś mi że wygramy ! Że mnie nie zostawisz.
-Przepraszam -odpowiedział tylko - Kocham Cię -odpowiedział ledwo słyszalnym głosem i zamnął oczy
-Ja też Cię kocham- pocałowałam go w nieruchome już usta. Moja ręka powędrowała na niebijące już serce. Nie żyje.
-No nie wierze ! Jak w tych serialach o miłości! Hahahahahaah Normalnie, popłaczę się ! - zza drzewa ironicznym głosem odezwała się ta sama trybutka z dziesiątki - Albo nie! Może zmienimy trochę scenariusz ! Jak w Romeo i Julii ! Tak będzie zabawnie!
- Wszystko zniszczyłaś -opowiedziałam i popatrzyłam na Rona
- Chcę wygrać ! Rozumiesz ?! Chcę wrócić do domu !- Warknęła i wyciągnęła łuk Rona.- zrobię wszystko by wygrać!
Obok mnie leżał jeden z moich noży. Przez chwilę przeszło mi przez głowę aby pokrzyżować jej plany. Odpuściłam jednak. Nie przeżyłam bym dnia bez niego. Jeżeli nie jest nam dane być razem na ziemi może tam nam się uda.
-Wiesz co ? Dla mnie to on jest wszystkim. -odpowiedziałam zrezygnowana - strzelaj- Złapałam za rękę i poczułam przeszywający mnie ból.

________
To mój ostatni rozdział.  Mam nadzieję że wam się podobało. Pozostał tylko epilog. Tam podziękuję wszystkim. 
Trzymajcie się ! :3

Dzień 2 "doskonały" plan


-Ron, tak bardzo się bałam, ja nie ... ja nie chciałam żeby tak to wyszło-wyszeptałam najciszej jak potrafiłam
-Rozumiem, to ja przepraszam. Zdaję sobie sprawę gdzie jesteśmy. -przytuliłam go
-To co? Sojusz? -zapytał Kuba
-jasne - przybili sobie sztamę, ja podeszłam do nich i obdarowałam ich najszczerszym uśmiechem.
-jesteś głodny? -zapytałam
- może trochę
Reszta dnia minęła bez niespodzianek (czyli nikogo ani niczego podejrzanego nie widzieliśmy). Pierwszego dnia poległo aż 13 osób.(pod koniec dnia organizatorzy na niebie pokazują którzy trybuci polegli)  Oznacza to że na arenie pozostało 11 osób. Co o tym myślę? Szczerze mówiąc nie wiem ... najgorsze już przeszliśmy ... chodź ... cały pobyt na naszej arenie jest straszny.
Stwierdziliśmy, że noc spędzimy w małej grocie. Jako pierwsza zgłosiłam się na wartę. Nie jestem zmęczona. Nie umiałabym zasnąć z powodu ogromu wrażeń, jakie dziś doznałam. Kuba od razu zasnął, co innego z Ronem. Kręcił się w kółko. Widać było, że coś go gnębi, frustruje.
-Nie umiesz zasnąć?-zapytałam i przysunęłam się bliżej
-Nie, myślę o tym co stało się wczoraj, w ośrodku przygotowawczym oraz co jeden z zawodowców mi powiedział
- Co ?! Co Ci powiedział ?
-Kiedy zrozumiałem co zrobiłem próbowałem was odnaleść. Napotkałem na trybuta z dwójki. Naskoczył na mnie. Myślałem że mnie zabije, lecz on tylko powiedział " My wiemy, my o wszystkim wiemy, wykończymy was". Myślisz że oni coś podejrzewają ? -zapytał cichym głosem.
-nie no coś ty .. na pewno nie ... bo to my ich wykończymy. Mam plan... - powiedziałam
-Czekaj, obudzę Kubę.
-Nie... powiem wam rano, a teraz śpij- pocałowałam go w czoło, zabrałam do ręki łuk i oparłam się o pobliskie drzewo. Rozmyślałam o rozmowie Rona z trybutem. Czy on wie że się kochamy? Może nie chciał nas wykończyć fizycznie ale ... psychicznie? Nie .. na pewno nie.. jesteśmy silną drużyną.
O czwartej w nocy obudziłam Kubę aby zamienił się ze mną na warcie. Byłam zmęczona, bardzo zmęczona. On bez żadnego sprzeciwu zamienił się ze mną miejscami i ostrzył swój nóż. Od razu zasnęłam. Ledwo spróbowałam się opamiętać a słońce wisiało wysoko nad horyzontem.
-Wstała nasza księżniczka!- zażartował Kuba
-Jak noc? -zapytałam, zaspanym i zdezorientowanym głosem
-Spokojnie, pozwoliłem sobie zapolować.Wyobraź sobie że obok nas  chodził tłusty bażant. Masz, i opowiadaj nam o twoim planie - podał mi kawałek nogi bażanta i usiadł po turecku.
-Zaatakujemy ich. - powiedziałam
-Chyba żartujesz ? - odpowiedzieli chórem
-Dlaczego nie ... Słuchajcie oni myślą że są najlepsi i nikt ani nic im nie zagrozi. Pomyślą że trybuci zaatakują ich w ostatecznej fazie Igrzysk. Arena jest mała. Wcześniej czy później ktoś nas znajdzie.
- w sumie... to niezły pomysł. Ale nie możemy iść tam wszyscy razem.  Zaatakujemy ich z trzech stron tworząc trójkąt. Sabina od strony północnej, Ron od południowo-wschodniej a ja od południowo-zachodniej. Wszycy umiemy strzelać z łuku. Umówimy się kto zabije kogo i pozbędziemy się zawodowców. - powiedział Ron
-to świetny pomysł ! Zaczynamy za  trzy godziny !- odpowiedziałam i pochłonęłam kawałek mięsa zwierzęcia.
_________________________________________________
Kilka Ogłoszeń  ;)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ ;]
tekst zapożyczony od Karoliny ;p
(pamiętajcie że każdy komentarz sprawia, że chce mi się pisać kolejne rozdziały czy też nowe blogi ;* )

http://w-pogoni-za-szczesciem1.blogspot.com/ -----------> Mój drugi blog ^^
http://peetamellark12.blogspot.com/ ----------> Mój trzeci blog xD

Chciałabym podziękować wszystkim stronom które udostępniają moje rozdziały (m.in Moje serce staje w pierścieniu ognia, Igrzyska Śmierci to coś więcej niż książka. To rewolucja. no i kilka innych, dzięki wam mam już ponad 1000 wyświetleń ;])
Dziękuję też moim znajomym którzy to czytają tj, Aga, Aga, Karolina no i Agata ^^)
Przepraszam że dawno nic nie pisałam ^^
Zredagowałam wszystkie posty na tym blogu i wydają mi się bardziej ... przystępne ; 3
I piszcie jak wam się podobało WPO ♥
Kilka fotek ^^