niedziela, 24 listopada 2013

3... 2... 1... DZIEŃ 1


Pierwsze co poczułam to te przeraźliwe zimno. Gdzie ja jestem ? Czy to ... jaskinia ? To by wyjaśniało dlaczego mamy na sobie kombinezony.
Rozpoczęło się odliczanie 50 sekund. Co my tu mamy ? Widzę Rona ... znajduje się niedaleko mnie.
Patrzy na mnie. Próbuję mu pokazać aby był z nami.
"Nie przeżyję bez Ciebie", próbuję wysłać mu tą myśl. Nic z tego. Po mojej lewej stronie znajduje się Kuba. Przecząco kiwnęłam głowę w stronę Rona.
20...19... 18.. 17.. Wpadłam w przerażenie ... Za 20 sekund będę walczyć o moje życie, a nie opracowałam strategii. Inni myślą jak się nas pozbyć, a ja? Przed sobą widzę złoty Róg Obfitości. Równomiernie obok niego znajdują się plecaki. Najbliżej mnie są noże oraz plecak. Spróbuję się do nich dostać.
5... 4... 3... 2... 1.... Przeraźliwy dźwięk gongu przeszył moje ciało. Najszybciej jak potrafiłam dostałam się do plecaka. Zarzuciłam go na plecy i pobiegłam do obok stojących noży. Kuba dostał się do miecza. Niesamowite jest to, z jaką precyzją oraz siłą walczy. Pokonał już z trzy osoby. A ja? Nie mogę być słaba. Najgorsza jest świadomość że zabija się osoby myślące,czyli ludzi. Próbowałam odpędzić tą myśl i szybkim ruchem rzuciłam nożem w trybuta z czwórki.
-UWAŻAJ, Z PRAWEJ ! Na te słowa szybko obróciłam się w daną stronę i rzuciłam kolejnym nożem. Mało  brakowało, a było by po mnie. Muszę uważać
    Kiedy rzeź przy rogu obfitości się skończyła, a reszta trybutów uciekła na zewnątrz, zaczęliśmy szukać wartościowych rzeczy. W sumie mamy dwa plecaki, a w nim: noże, śpiwory, kurtkę przeciwdeszczową, kilka sucharków i batoników, zwój drutu, kompas,jodynę (do oczyszczania wody) oraz oczywiście pustą manierkę. Ja mam noże i łuk, a Kuba miecz i oszczep.
- gdzie jest Ron ? - zapytał kiedy wychodziliśmy z jaskini
- pokłóciliśmy się...
- o co ?
- a szkoda gadać - pokazałam głową w górę mając nadzieję że Kuba zrozumie aby unikał tych tematów. Jesteśmy obserwowani przez 24 godziny. Na arenie znajduje się kilkaset ukrytych kamer.Miliony osób patrzy co robimy. Ludzie nie powinni wiedzieć co stało się pomiędzy mną, a Ronem.
-Jaki plan? - zapytałam
-odejdziemy kilka kilometrów na północ od rogu. Tam zapolujemy i założymy obóz. Może być?
-jasne....
    Po wyjściu na zewnątrz spotkałam typowy krajobraz jaki znajdowali trybuci na arenie- las. Ten był liściasty oraz bardzo gęsty. Wędrówka była wyjątkowo wyczerpująca. Po drodze postanowiliśmy pozbierać orzechy. Na nasze szczęście, kiedy Ron powiedział że chce mu się strasznie pić, natrafiliśmy na małe źródełko. Napełniliśmy manierki wodą i dodaliśmy szczyptę jodyny. W czasie oczyszczania wody umyliśmy się i zapolowaliśmy. Stwierdziliśmy, że pierwszą noc spędzimy tutaj.
    Kolację jedliśmy w milczeniu. Może dlatego że byliśmy bardzo głodni. Małe jagnię, które upolowałam było bardzo smaczne. Oczywiście nie było to jak w Kapitolu, ale dało się znieść. Postanowiłam powiedzieć Kubie dlaczego nie ma przy nas Rona.
-w sprawie tego ...-zaczęłam
-czego ?
-no wiesz... tego...- pomachał potakująco głową- to on chyba pomyślał sobie za dużo ...Bo to tak trochę wyglądało .. no wiesz ... Ale musimy go znaleźć i wszystko wytłumaczyć ... Bo wiesz ... mi jest ...
-rozumiem o co chodzi. Nie musisz mówić.
-dzięki
Nastała cisza.
-Słyszałaś to ?- momentalnie złapałam nóż i byłam gotowa do walki. Szelest, który usłyszeliśmy nie pochodził od któregoś z zwierząt. Zdecydowanie była to jakaś postać. Postanowiłam podejść do drzewa z którego pochodził szelest
-co ty robisz ?!
-ja tylko... sprawdzam ...- podeszłam do drzewa- Ron?- wyszeptałam.



niedziela, 17 listopada 2013

Przed wejściem na arene.



-Uwierz mi ! Ja go tylko pocieszałam ! RON ! - próbowałam mu wszystko wyjaśnić
-Sam widziałem ! Jak on na ciebie patrzył... Czy ty tego nie rozumiesz że on się w tobie kocha?
-NO I CO ? Ja nic do niego nie czuję ! W ogóle ... Nie chcę żebyśmy na arenie mówili o tym ...
- to znaczy o czym ?
- o naszych relacjach ...
-Czyli mam zapomnieć o tym wszystkim co nas łączy ?
-Tylko na arenie ... Traktujmy siebie jako przyjaciół ...
-Ale może ja nie chcę ... Wiesz co ? Nie chce mi się o tym rozmawiać ... W ogóle ... to nie przejmuj się mną na arenie ... Nie szukaj mnie, nie myśl o mnie ... Traktuj mnie jak w dystrykcie ...
-Rooon ! Proszę cię !- nie dał mi już nic wytłumaczyć, wyszedł.
Nie wiem co robić ... Prawda jest taka... że wszystko spieprzyłam ... Dzisiaj idziemy na arenę ! CO JA ZROBIŁAM ?! Nie dam rady bez niego ... Co ja powiem Kubie ?! Jak pokażę mu na arenie, że nie będzie z nami ?
       O 8:45 zapukał do mojego pokoju mentor.
 - TY JESZCZE NIE PRZEBRANA? Za pół godziny przyleci po nas poduszkowiec !
-to nie ma sensu. Spieprzyłam wszystko...
-Co jest ?
-Ron odmówił sojuszu ze mną ...Pokłóciliśmy się ...
-A zależy Ci na nim ? - zapytał
-No raczej ... Jest dla mnie kimś więcej ...
-To pokaż mu co do niego czujesz, ale w taki sposób żeby tylko on o tym wiedział. Wiesz co mam na myśli ?- puścił mi oczko
-Masz rację... Bardzo Ci dziękuję ... za wszystko ...-przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam
-Taaak taaaak... Przytulajmy się ... ALE ZA 10 MINUT MUSIMY BYĆ NA DACHU BUDYNKU!
      Podróż poduszkowcem trwała 30 minut. Przebywało w nim 6 trybutów. Niestety, nie było nim ani Rona, ani Kuby. Po wyjściu z poduszkowca poszliśmy do małego pokoju z napisem" DYSTRYKT 8". Moje ręce jak zwykle zaczęły się trząść. Za godzinę będę na arenie. Będę walczyć o moje życie. Czy dam rade? Wszystko okaże się za chwilę.
     W pokoju zastałam mój strój. Bardzo dziwne. Zawsze była to koszulka w moro albo coś w tym stylu. Tym razem na wieszaku czekał na mnie kombinezon.
 Z wrażenia cała zaczęłam się trząść. CO JEST? GDZIE ONI NAS WYSŁALI? TEN STRÓJ NA PEWNO NIE NADAJĘ SIĘ DO WĘDRÓWKI W ŚRODKU LASU? Co będzie ze mną i z Ronem ?
    Pięć minut przed wejściem na arenę do pokoju wszedł mój stylista.
-Jak się czujesz? -zapytał
-Strasznie. Boję się co będzie na mnie czekać u góry. Jeszcze do tego ten strój... Gdzie oni nas wysłali ?!
-Nie bój się... wszystko będzie dobrze. Jesteś silna, rozumiesz ? Wygraj igrzyska z Ronem i wróć do nas. Wierzę w ciebie.
-Dziękuję
      60 sekund . Znowu ten głos. Za 60 sekund będę na arenie.
-Dziękuje za wszystko - przytuliłam mentora
-Pamiętaj, to że nie będzie mnie przy tobie, nie znaczy że Ci nie pomogę. Szukaj spadochronów.
-Dobrze.
 20 sekund.
Już czas. Czas pokazać co potrafię. Weszłam do szklanej tuby, która okazała się windą. Jedyne co widziałam to białe, oślepiające. Wszystko jasne.
Panie i panowie ! Dwunaste Głodowe Igrzyska uważam za otwarte!




sobota, 9 listopada 2013

Ostatnie dni w Ośrodku Szkoleniowym


 
    Czwartego dnia naszego pobytu w Ośrodku Szkoleniowego czas treningu był skrócony o dwie godziny z powodu naszych wywiadów. Trwał więc od godziny 11:00 do 15:00. Podczas przebywania przy stanowisku z rozpoznawaniem roślin jadalnych usłyszałam za moimi plecami męski głos.
-Chciałbym Ci podziękować- momentalnie obróciłam się i zobaczyłam jednego z zawodowców, który kłócił się broniąc dziewczyny
-za co ?
- No wiesz … za tą akcję z Jade …
-Aaa … Spoko. Polecam się na przyszłość –zaśmialiśmy się
-Jestem Kuba. A ty to ... ta zapłakana dziewczyna z 8 ?
-ta zapłakana dziewczyna ma imię ! Sabina. Chociaż i tak Ci to nic nie da … jesteś z drugiego dystryktu …
- no i ? Myślisz że będę brał sojusz z tymi debilami ? Już dawno ustaliłem z kim go wezmę ...
-z kim ? –zapytałam zaciekawiona
- z Tobą …- z wrażenia zachłysnęłam się powietrzem – no i oczywiście z twoim przyjacielem … Co ty na to ?
-Jasne !

  Wywiady minęły dobrze. Muszę przyznać że Ron w garniturze jest taki przystojny ! Kuba też nie jest niczego sobie. Ceasar podczas wywiadów wypytywał mnie o rodzinę oraz czym się specjalizuję. Próbowałam jakoś przełamać się na scenie ale nic z tego. Cała się trzęsłam, co było strasznie widać. Jednym słowem- Porażka.
     Kurs szkoleniowy miał trwać dwa tygodnie. W ciągu tych dni wiele nauczyłam się o sztuce kamuflażu. Ponadto, nauczyłam się strzelać z łuku.  Bardzo się cieszę z tego powodu, ponieważ cokolwiek znajdę w plecaku, będę umiała tym się posługiwać. Moje relacje z Ronem były coraz lepsze. Czułam się przy nim na prawdę bezpiecznie. Codziennie przychodził do mnie w nocy i opowiadaliśmy sobie różne historyjki, ale i tak po półgodzinnej pogawędce zasypialiśmy przytuleni do siebie z wycieńczenia.  To co mnie jedynie martwi to że jest strasznie zazdrosny o Kubę. A propos Kuby bardzo się z nim zaprzyjaźniłam, chociaż nie rozumiem czemu chce wziąć z nami sojusz…  Przecież nie należy do naszego dystryktu, więc nie może z nami wygrać. Wolę nie myśleć o tym teraz …
     Ostatniego dnia miał odbyć się egzamin praktyczny, gdzie prezentujemy to, czego nauczyliśmy się w ośrodku szkoleniowym. Zadecydowałam, że pokażę im to co umiem najlepiej … Czyli władanie nożami.
    Przed wejściem na salę ogarnął mnie wielki stres. Jak zawsze ręce zaczęły mi się trząść a głos był ledwie słyszalny. Siedziałam razem z moimi sojusznikami. Gdy wyczytali moje nazwisko, powoli wstałam. Weszłam do szklanej tuby, która okazała się windą. Gdy ciepły żeński głos powiedział „Poziom Zero. Niech los zawsze Ci sprzyja” moje nogi były jak z waty. Winda się otworzyła i zobaczyłam stos broni. Jeden z organizatorów poinformował mnie o odpowiednim jej wybraniu. Bez wahania wzięłam noże i miecz. Rozejrzałam się jeszcze na wszelki wypadek, jednak nic ciekawego już nie było. Podeszłam do drzwi z napisem „Sala Treningowa”. Była to sala gdzie ćwiczyliśmy przez ostatnie dwa tygodnie. Tym razem była pusta. Wszystkie narzędzia zostały przeniesione do pokoju obok. Poszłam na środek sali i zwróciłam się do organizatorów.
- Dystrykt 7 - te słowa musiałam wykrzyczeć żeby kilka ludzi z trybun zwróciło na mnie uwagę.
Od razu wzięłam noże i mocno wbiłam je w środek tarczy wskazującą głowę, pierś oraz nogi.
Kilka osób zaklaskało, inni mruknęli z podziwem. Wykonałam te manewry kilka razy. Prawie cały czas trafiałam. Cieszę się. Później do ręki wzięłam miecz i przywołałam pana z którym walczyłam. Po minucie powaliłam go na ziemię. Ten udawał że umiera, a ja cieszyłam się z udanej walki. Chciałam jeszcze z kimś powalczyć ale męski głos powiedział: „Dziękujemy panno Sabino. To było … interesujące”
Kiwnęłam głową i udałam się do wyjścia.

   Ostatnią noc w ośrodku spędziłam razem z Kubą. Ron był tak zmęczony treningiem że musiał się położyć.
Organizatorzy zabronili przebywanie innym trybutom z innego dystryktu w hotelu, więc udaliśmy się na dach ośrodka. Postanowiliśmy zrobić piknik. Oczywiście cały czas się śmialiśmy.
-Boisz się ? -zapytał
-Głupie pytanie ... no jasne że się boję.. Zdecydowanie wolałabym siedzieć teraz z moją rodziną ...-Nastała cisza- a Ty ? -zapytałam
-Będziesz się śmiać ale ... ja też ...
-Ty ? Proszę Cię ... jesteś z drugiego dystryktu ... tam wszyscy umieją walczyć
- nie o to chodzi...
- a o co ? -zapytałam ciszej
-Boję się ... boję się śmierci.. tego że stracę rodzinę ... przyjaciół
-Oj daj spokój !- odruchowo przytuliłam Kubę - Wszystko będzie dobrze
-Czy ja nie przeszkadzam ? -usłyszałam głos Rona
-Ron ... to nie tak jak myślisz ...
-Nie ... właśnie to jest to co myślę ... nie spodziewałem się tego po Tobie ...
-Ron ! Zaczekaj ! Wybacz Kuba ... spotkamy się jutro ...Cześć... RON ! ZACZEKAJ !
Okazało się że Ron jest strasznie szybki ...Przez pół godziny zastanawiałam się czy wejść do jego pokoju, czy nie ... Zdecydowałam się wejść... Okazało się że Ron już spał ... Położyłam się obok niego i tak zasnęłam.

__
www.ask.fm/sabina9741