piątek, 16 sierpnia 2013

Trybut.



Przed wejściem do pociągu prowadzącego do Kapitolu nie mogłam powstrzymać się od płaczu. Od razu pobiegłam do swojego przedziału i zaczęłam płakać. Nawet nie wiem ile to trwało. Nie chcę umierać, nie chcę już nigdy nie widzieć rodziców czy przyjaciół. Dlaczego akurat na mnie to trafiło? Gdy wyczytali moje nazwisko myślałam że to jeden z moich koszmarów. Uszczypnęłam się na wszelki wypadek, ale nie obudziłam się. Rozejrzałam się. Poczułam na sobie spojrzenia wszystkich obecnych na placu. Podeszli do mnie strażnicy i zaprowadzili mnie na scenę. Donna, jak zwykle wypytywała się idiotycznie jak się nazywam chociaż i tak doskonale to wiedziała. Nie, nie mogę być słaba! Muszę dać radę! Nagle wstałam i spojrzałam na siebie w lustrze. Powiedziałam na głos „To nie może być twój koniec. Musisz wygrać”. Pozbierałam się, wzięłam gorącą kąpiel i pognałam do przedziału, gdzie siedział mój mentor. Na mój widok wstał z bursztynowej kanapy i mocno mnie przytulił. Gestem dłoni wskazał abym usiadła obok niego. Nastała Cisza. Widziałam w  jego oczach że chce coś powiedzieć, ale nie umie zebrać tego w logiczny ciąg zdań. Po jego policzku popłynęła łza. Nagle wstał i wyszedł. Nie rozumiem go. Ciężko będzie się z nim dogadać, ale dam radę.
Zostałam sama. Rozejrzałam się po pokoju. Nawet nie wiedziałam ile może być miejsca w przedziale. Obok mnie, stała złota lada z przekąskami. Było tam tyle smakołyków, że musiałam poznać ich smak. W tle grała cicho muzyka. Jakiś dziwny gatunek muzyczny. Pewnie w Kapitolu nastał nowy trend. Na ścianie wisiały różne obrazy ze scen walki z Igrzysk. Przypomniałam sobie, że nie jadę na wycieczkę krajoznawczą lecz stoczyć bitwę, o moje życie.
Podróż trwała 7 godzin. Dla mnie, to już było dużo, a co mają powiedzieć trybuci z 12 dystryktu?! Zdałam sobie sprawę jakim wielkim krajem jest Panem. Szczerze mówiąc tylko 5 % społeczeństwa o tym wie. Reszta głoduje w swoim dystrykcie bez jakichkolwiek praw albo przywilejów.
Poczułam, że pociąg nagle zwolnił. Szybko podeszłam do okna i podziwiałam widoki. Ile tu budynków! Jakie one wysokie! Wszystkie były w jednym kolorze, białym, lecz jeden wyróżniał się z pośród wszystkich. Był wyższy od innych o jakieś 15 pięter. Na wschodniej ścianie był wielki portret prezydenta Snowa. Grr.. Nienawidzę go.
Jedyne co usłyszałam wychodząc z pociągu to przeraźliwy pisk. Fala „poprzebieranych ludzi” krzyczała i wiwatowała na naszą cześć. Jedna dziewczyna, w moim wieku, ubrana w różową skórę słonia podbiegła do mnie i poprosiła o autograf. Nie wiedziałam co zrobić. Uśmiechnęłam się i od niej uciekłam.
Gdy weszliśmy do Ośrodka Przygotowawczego moja głowa dała znać o swoim istnieniu. Razem z Ronem (drugi trybut z naszego Dystryktu. Rozmawiałam z nim w pociągu. Okazał się sympatycznym chłopakiem z biednej rodziny), Donną i Bernim weszliśmy do windy. Donna nacisnęła na bocznej ściance przycisk z numerem „8”. Nawet nie zauważyłam kiedy znaleźliśmy się u góry.

4 komentarze:

  1. Jej Sabinaaa ^^ ♥♥♥ (Mam tak jak ty xd czytając Twoje opowiadanie, jako główną bohaterkę widzę Ciebie xd ♥)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha .. Ale jakoś widzę że tu jest sama dramaturgia ;p Trzeba się zakochać ;DD

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Karolina bo ja znam ten rozdział

    OdpowiedzUsuń